Popularne posty

środa, 30 sierpnia 2017

Zgubione przecinki

 Szukając zagubionych przecinków życia odnajduję jedynie spacje pustych dziesięciozłotówek, które same się nie powiększą o magiczne jedne zero które zawsze pozwoli zatankować do pełna. Zarówno w piątkowy wieczór który zespoli go z niedzielą, lub po prostu bak mojego autka do pełna.
Gdzie wstawić przecinki można dowiedzieć się na korepetycjach, czytając uczone książki lub po prostu, ucząc się na swoich błędach. Tak samo w pisaniu, jak i w życiu. Przecinki oddechu oparte na doświadczeniu, i przecinki interpunkcji oparte na wiedzy. A skąd wyciągnąć dodatkowe zero na dziesięciozłotówce, która z kolei stanie się moim osobistym królem Jagiełło? Z pomysłu, z główkowania, z eksperymentowania wytworami snów własnej wyobraźni. To trzeba robić, bo Jaś Wędrowniczek sam nie pojawi się na półce konesera. A tymczasem wybiorę drogę środka i jutro wsadzę do portfela niebieskiego "Kazika". Z całym szacunkiem dla tego wielkiego władcy, który by przydał się w PL. Bo obecnie mamy murowaną, ale jak tak dalej pójdzie to zostawimy ją drewnianą. Ale nie w dębinie. Tylko w stosach sośniny  które zapłoną pod okiem "Wielkiego Inkwizytora". Kimkolwiek on by nie był, i jak dobrze by nie chciał. Bo historia kołem się toczy, i jeśli tego koła nie wzmocnimy łożyskiem kulkowym naszych wysiłków, to zawali się pod własnym ciężarem. Wbijając drzazgi w nasze truchła, które rozdziobią ptaszyska, patrzące z zawiścią zza płota.

Piasek na jabłkach

 Nikt oficjalnie nie słucha muzyki ludowej przełomu wieków, czyli "disco-polo", a powszechna nienawiść "elit nut" do tego rodzaju muzyki najbardziej dała mi się odczuć bardzo wymownie. Oglądając transmisję na żywo z jednego popularnych krajowych festiwali widziałem interpretację piosenki "Miała matka syna...". Interpretacja była ciekawa, bo z gitarami, i naprawdę w przystępnej dla wszystkich formie. Podobało mi się, no i ludziom na widowni, bo były bisy. I to chyba więcej niż raz. Amfiteatr szalał. A najdziwniejsze dla mnie było to że jakoś nie mogłem znaleźć potem tej piosenki ani w necie, ani nigdzie. Cóż. Może słabo szukałem.
Sukcesem tego rodzaju muzyki, jest to że nie śpiewa się tam się goryczą, smutami egzystencjonalnymi, nie przeklina się, i ogólnie przekaz jest pozytywny. I chyba w tym jest problem. Bo ludzie tam bawią się na wesoło. A nie gaszą pety w popielniczce, zalewając dym literatką wódki. Bo powszechnie jest też wiadomo, że na wesoło bawić się i pić jest fajniej. Ale to chyba wie tylko ten kto pił na wesoło. I w tym jest problem. Bo to domena młodych ludzi. Takich młodych ludzi, bez piasku na zębach, który jedzą zresztą sami dorośli razem z jabłkami życia. Bo jabłka się myje, a nie chciwie zapycha usta. Szczególnie gdy są brudne.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Przygoda pod monopolowym

Obiad zjedzony-dzień zaliczony. No i najlepiej w barze mlecznym. Tanio, zwyczajnie, normalnie.
Oczywiście że lubię opędzić kebaba, ale dowcip o tym że kabab piecze dwa razy jakoś za często stał się faktem i do tego relacja "szeptana" jak to Pani z baru mlecznego przyjmuje zamówienie na obiad i zapisując adres dostawy uśmiecha się, ponieważ jest nią budka z kebabami. Nawet tam chcą zjeść normalnie. Aczkolwiek i tak nic nie przebije szybkiej siekaniny z kurczaka na dworcu o drugiej w nocy.
No i zjadłem te pyry, to bym coś zimnego spił. A idąc do sklepu z dobrą lodówką, już czuję oczy na swoim grzbiecie, połączone z żywym zainteresowaniem moją osobą. Hmm, będziemy się bić? Trudno. Czasem bywa i tak. Uciekałem jak ważyłem 75 kg. Teraz mam  brodę i coś tam w łapie. Pierwszy padnie, drugi może. Problematyczny może być trzeci. Może będzie zabawnie. Szczególnie dla nich kiedy zobaczą moje dłonie świecące mocą blasku miecza świetlnego zakonu Jedi. Jak wspomniałem, wolę żeby mnie czterech sądziło, niż czterech niosło.
Kupiłem, zapłaciłem, schowałem. No i się zaczyna.
-Proszę Pana!
Nawet się nie odwracam.
-Proszę Pana!
Lezie za mną dalej.
- Proszę Pana!
Czego człowieku ty chcesz? Myślę.
Dogania mnie nieustępliwie na  światłach i staje twarzą w twarz patrząc prosto w oczy.
-Kupi mi Pan pół litra "żubrówki"? No coś tam Panu odpalę, jakąś prowizję, za to. No kupi Pan?
Uzmysławiam sobie że ta ekipa, pomimo mojego wzrostu i zachowania co najmniej dwuznacznego, byłą niepełnoletnia i szukali "słupa".
Moja zimna kola i to coca, mało mu nie została wylana na głowę.
A swoją drogą zastanowiło mnie, czy ktoś tego nie nagrywał w ramach jakiejś prowokacji czy po prostu te małolaty chcieli kupić te pół litra ?
No i w sumie to wódkę na imprezę to się kupuje wieczorem.
Zresztą, już nieważne.

Kiedy ja wreszcie wyjdę z domu i nie przeżyję przygody która mnie kompletnie nie zainspiruje.
Hmm nie da się. Ostatnio inspiruje mnie wszystko. I już mnie to nie martwi. Nareszcie.

Jaja. Zanikający narząd

  O tym że trzeba mieć jaja wie każdy. I nie chodzi mi kompletnie o prowokacyjny tytuł dzięki któremu ktoś kliknie w ten link. Chodzi mi bardziej o stan umysłu i zachowanie.
 Że prawdziwi mężczyźni to wymierający gatunek, zawodzą wszystkie Panie zawiedzione znajomością z chłopcami. Oczywiście że wymierający. Prawdziwi mężczyźni wyginęli w czasie drugiej wojny światowej. No a wcześniej ich ojcowie w czasie pierwszej, wielkiej wojny.
Ci co przeżyli nie dali radę swoim przykładem dać tchnienia nowemu pokoleniu. A te wojny to nie był film. Tak zabijali się setkami. I to bez zapasowej postaci lub apteczki z doładowaniem życia.
 Dla mnie wzorem faceta z "jajem" jest Leon Niemczyk w filmie "Baza ludzi umarłych" /28 minuta/ kiedy to łopatkę, którą trzyma na wysokości głowy, ktoś inny strzela z pistoletu. No i jakoś nie wydaje mi się że były to zdjęcia trikowe. Z czego tam strzelali, to ich sprawa. Ale sam fakt wygenerowania takiej sceny pokazuje stopień zaangażowania.
 Zdarzyło mi się mniej więcej raz grać w jakimś tam filmie. Bardzo krótkim. A jednak. Moja rozpoznawalność była o tyle znikoma, że rozpoznał mnie tylko mój instruktor nauki jazdy. I tyle.
Ale wnioski pozostały. Cała noc zdjęć, dobre jedzenie, porządna dieta i minuta materiału który poszedł w szklany ekran. No i główny bohater tego zamieszania. Był nim  aktor w uprzęży zabezpieczającej jego rolę polegającą na staniu w drzwiach jadącego pociągu.  Ciekawe doświadczenie obserwacji wzajemnych relacji w czasie kręcenia materiału. Moja rola była krótka. Picie z butelki. Tylko że nie wiedziałem że to jest rekwizyt. I zrobiła się mała aferka. "Kto wypił rekwizyt !!!" Bo po całej nocy prób picia, na sam koniec, kiedy trzeba było już nagrywać, z rekwizytu nie zostało nic. Nikt nie wytłumaczył statyście że to co przed kamerą, to rekwizyt.
 Takie to było moje jedno z doświadczeń z filmem. Inne też były. Może kiedyś wspomnę.
Ale wracając do tematu jaj. Teraz ich nie ma bo nie wypada się narażać. Lepiej wszystko zamiatać pod dywan, a prawdę szeptać u psychologa, który jej nie powtórzy, ponieważ jest zobowiązany do przestrzegania tajemnicy zawodowej. I w ten to oto sposób codziennie celebruje się pantomimę, póki komuś nerwy nie puszczą i nie przyjdzie z młotkiem w plecaku do pracy. No gorzej jak ma pozwolenie na młotek samopowtarzalny. A w jednej z Szwajcarskich korporacji było i tak. Wystarczy sprawdzić te fakty w historii internetu czy zwykłych gazet.
Równouprawnienie postępuje. No to w sumie  dobrze. Ale gorzej kiedy role na stałe się zmieniają, bo zostaje zachwiana naturalna równowaga i z tego potem pretensje, smutki i żale. Najczęściej te w luksusowym zaciszu kieliszka ,w nowej, pustej kuchni. Bo wydaje mi się że zamiana ról sprzyja temu, iż kobiety przestają być postrzegane przez otoczenie jako kobiety. Oczywiście nikt tego zainteresowanej osobie prosto w oczy nie powie. A to chyba największy dramat naszych czasów. No i  przecież każda Pani chce być odbierana przez otoczenie jako kobieta. I po części nie powie się tego ze strachu, a po wtóre z litości. Bo chyba nikt nie jest aż tak okrutny. A najgorzej ma osoba zainteresowana. Nie zna często powodu cienkiej linii dystansu. I brnie w to dalej.
Kończąc temat wspomnę już wreszcie o tym zaniku jaj. Chodzi mi o wazektomię. Skuteczną, /podobno naj/, męską antykoncepcję. Czyli po prostu obcięcie jaj. Może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ale dla mnie jest to po prostu zwykła kastracja. No potencjalnie odwracalna. Ale słowo potencjalnie leży chyba tylko w umiejętnościach personelu medycznego.
 A wracając do "Bazy ludzi umarłych". Gdy przyjrzymy się ów łopatce do której strzelano /tuż przed otwarciem ognia/, można zauważyć małe wgłębienia, i chyba jakieś tam prawie dziurki. Obawiam się, że tej sceny nie nakręcono za pierwszym podejściem. Za pierwszym razem zapewne użyto pistoletu i pociski odbijały się od stali. Trzeba zapewne było użyć czegoś porządniejszego. Wiem o czym mówię. Kiedyś przy mnie strzelano z nowoczesnej broni do stalowego  hełmu rodem z PRL. Pierwsze kule nie przebiły powierzchni. Zupełnie jak rzucone na beton jaja.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Przeinspirowany

  Budząc się rano nie spieszę z otwarciem oczu, o ile budzik mi na to pozwoli. Najczęściej wybieram opcję "sen plus". Dlaczego tak? Bo staram się zebrać myśli, przeanalizować i zatrzymać w mojej dziennej podręcznej pamięci przekazy snów, które jeszcze nie uciekają, a są do tego gotowe jeśli za szybko ucieknę w dzień.
Sny się przydają. Nawet bardzo. Oczywiście i te miłe, i te niezbyt. Dusza układa nam misterne szarady przekazów, które mają wzbudzić naszą wyobraźnię, rozsiać fotele refleksji w naszej głowie i często rozświetlić ścieżkę podejścia. Oczywiście sennik w internecie ułatwia interpretacje.
  Sny mogą być inspiracją, mogą dać impuls do działania. Przykładem dla rzeszy osób negujących ich moc, może być Igor Sikorski. Konstruktor helikoptera /czy jak kto woli śmigłowca/, on sam wypowiadał się że koncepcja idei jego konstrukcji przyszła we śnie. Wykorzystał po prostu research własnego mózgu, a że jego ojciec był wybitnym psychiatrą, to zapewne otoczenie które go wychowało skłaniało do zrozumienia siebie.
Sny inspirują, książki inspirują, ludzie inspirują, internet inspiruje. No a jeśli do tego dodać przyrodę to mieszanka wybuchowa jest gotowa.
Przeinspirowanie to  niebezpieczny stan, kiedy do generowania dróg rozwoju napędza nas cała masa bodźców. Mnie inspiruje nawet reklama łożysk kulkowych, o papierosie nie wspominając.
Sami widzimy dziesiątki możliwości, a ręce mamy tylko dwie i doba ma 24 godziny. Co więc wybrać? Którędy pojechać własnym motorem możliwości rozwoju?
Najgorsze kiedy nasza własna moc usadza we własnym fotelu pilota odrzutowca naszych marzeń.
Chcemy robić wszystko na raz, a nie da się. Więc trzeba znaleźć łącznik który wykorzysta to wszystko. Niektórych takie poszukiwanie łącznika kładzie na kozetkę. Aczkolwiek, moim zdaniem: "nie ma nienormalnych". Są tylko błędnie zdiagnozowani. A leczone są przeważnie objawy, nie przyczyna. Skutkiem czego są dziesiątki "zombie" chodzących z tabsami lub głową pełną zaprzeczeń. Uleczeni autorytetem bieli posypanej solą sugestii.
A to że nawet największe gówno można przekuć w sukces, udowodniły mi dwie rzeczy.
Pierwsza: kiedy na Allegro sprzedałem rozbite lusterko do auta, a za otrzymane pieniądze kupiłem sobie nowe, sprawne i jeszcze mi zostało.
No i druga: dawno, dawno temu wojsko sikało na komendę /zapewne do wiader/. A dlaczego? Bowiem z moczu pozyskiwano fosfor, na którego wyprodukowanie w warunkach laboratoryjnych nie pozwalała jeszcze technologia. Więc ktoś kto miał pozycję i możliwości wykorzystał naturalne procesy do produkcji masowej.
Pieniądze płynęły więc słomkowym strumykiem pułków. Stojącymi w kolejce do wiadra, karnymi szeregami siepaczy, podwalin przemysłu chemicznego
Bowiem pieniądze nie leżą na ulicy- ulica jest nimi wyłożona. Trzeba tylko zrobić mały "update", w naszej głowie, żeby je zobaczyć.


piątek, 25 sierpnia 2017

Lody

Miejsce akcji: lodziania

Lody. Super pomysł, ale towarzystwo wcześniej głaskało kotka. Trzeba więc umyć dłonie.
Lodziarnia jest blisko, więc szybkimi ruchami zawodowych zjadaczy lodów mkniemy do tej latarni morskiej słodkości.
Wchodzimy i szybko do personelu, a kątem oka widzę szefową.
-Dzień dobry, gdzie można umyć ręce?
Tłumaczenia obsługi szybko ucina głównodowodząca.
-Toaleta jest dla klientów!

Moja mina prosiła o litość w postaci trąby powietrznej.
Bo dla mnie jest to logiczne że przed zjedzeniem lodów warto umyć ręce, a czy w drzwiach mam tłumaczyć na cały głos że mam brudne dłonie bo głaskałem kota na ulicy ?
Jakoś nie chciałem nikomu popsuć atmosfery konsumpcji. Reklamy z porannej telewizji, przy śniadaniu mi wystarczą. Kiedy dowiaduję się gdzie i kto, ma coś co dziwnie robi, no i gdzie to swędzi, albo robi coś innego pomiędzy aftą, a czubkiem palca u nogi.
A całość przegryziona moją kanapką.

Dziewczyna z huśtawki

Błyszczy stojąc na piasku oazy, cała okryta czarną tuniką, która spływa na jej ciele jak zastygła cienka lawa na zboczu młodego stoku jej skóry. A już za moment płynnym szeptem ruchu dosiada wierzchowca zbudowanego z dwóch stalowych powrozów i siedziska.
Swoim ciałem napędza prosty stalowy mechanizm  który potrzebuje tylko niewielkiego muśnięcia jej siły aby ożył płynnym wahadłem. Huśtawka nie kręci się wokół własnej osi, co skończyło by się skróceniem pomocnej stali i klincz maszyny. Ona napędza ten silnik, po czym zawraca pod wpływem włożonej doń siły, tak by pracował pod jej wpływem to granic realnych i bezpiecznych możliwości.
Dziewczyna się huśta, mechanizm pracuje, a otoczenie jest tylko pod wrażeniem jak wiatr, wygenerowany pracą stali i mięśni kierowanych intelektem, omiata jej ciało.
Kiedy ona mknie naprzód, to jakby fala niewidzialnej wody rozrzedzała czerń jej okrycia. Jej kobiecość rozkwita pod działaniem wzbudzonych żywiołów. Lekki uśmiech dopełnia całości tego zjawiska.
A kiedy wraca ruchem wstecznym, sytuacja się powtarza, ale z niepowtarzalnym urokiem kiedy napięte poły materiału pod wpływem fal powietrza ukazują arrasy tatuaży na jej plecach.
Żadnego w całości, raczej skrawki piękna. Ona pokazuje to co jest do pokazywania.
Każde z dzieł to zapewne inna historia, utkana z jej obrazów życia. Obrazy wzlotów, nadziei, pasji i oczekiwań. I na pewno wszystkie łączą się w całość. Która umiejscowiona w najbardziej z kobiecych miejsc jest przeznaczona dla czyichś oczu. By czerpał z tych obrazów moc, dumę, inspirację. I siłę by stal huśtawki działała bez zarzutu. Bo te łańcuchy utrzymujące siedzisko nie istnieją tylko dla potrzeby lśnienia.
Prosta maszyna codziennej zabawy doskonale odzwierciedla wzajemny schemat współistnienia i zależności.
   Niestety zjawiskowy wiatr czerni i obrazów na skórze ustał, wraz z końcem chwili wytchnienia na huśtawce.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Targowisko

Miejsce akcji: targ z warzywami w jednej z dzielnic dużego miasta
Dokładniej: baaardzo dużego miasta.
Najdokładniej: dokładnie tego o którym myślicie.

Starszy Pan przy straganie przyszedł z reklamacją.

- Panie !!! Cholewa jasna, coś mi Pan sprzedał. Co mi Pan naważył, co Pan se myślisz.
Że co ja jestem. Co Pan tu wyrabiasz? Za kogo Pan mnie masz? Ja tu ziemniaki byłem kupić a nie nie wiadomo co. Proszę mi natychmiast oddać pieniądze. To do gazety się nadaję !!!
Ja wszystko rozumiem, wszystko. Ale żeby sprzedawać ziemniaki pastewne* jako normalne !!!
Co Pan se myślisz ??? Proszę mi oddać pieniądze.
- No dobra, już dobra. Ile tego było? Tylko ciszej, już Pan nie krzyczy. A co Pan myślisz, że ludzie się znają?
Miastowi zjedzą wszystko. Byle wyglądało i cena była.

*ziemniaki przeznaczone do karmienia zwierząt gospodarczych


niedziela, 20 sierpnia 2017

" Klapek w kawie "


znaczenie podstawowe :

nieudany podarek
koszmar poranka
spełniony najgorszy ze snów
najbardziej trafna krytyka nie dotycząca jedynie błędów interpunkcyjnych
samospełniająca się przepowiednia
zdjęty film z afisza /pokazał za dużo czego nie powinien ponieważ niedostatecznie zamaskowano jego przesłanie umiejscowieniem akcji w przeszłości, przyszłości lub innym miejscu/
"strzał w potylicę w zaaranżowanej dla żartu egzekucji" - /oddzielny temat rozważań*/
dziesiąty pisany odręcznie życiorys, w którym ktoś wreszcie /ku uciesze / pomylił numer szkoły podstawowej
picie wody z brzegu kałuży, na środku której unosi się plama rozlanej ropy


Ale w sumie kawę można wypić.
Klapek był zbyt duży i nie wszedł do środka. Wystarczy przecież przetrzeć brzegi kubka, których dotykał klapek.
Co prawda niesmak pozostanie.
Ale potrzeba wypicia kawy jest ważniejsza.

A ciekawi mnie kiedy "klapek w kawie" wejdzie na stałe do mowy, jako swego rodzaju "osobliwość"
Odpowiedzialność biorę na siebie.








Friend

Lekki, niezawodny, zawsze pod ręką. Kiedy potrzeba w kieszeni, innym razem zamocowany unikalnym klipsem, a jak wyjdzie tak jakoś z potrzeby chwili to na sznurek i przez szyję, żeby wisiał spokojnie na szyi.
Pomoże przy obiedzie, upora się z jabłkiem i nie pogardzi ziemniakiem.
Może uratować życie kiedy trzeba będzie o nie walczyć na odludziu, lub gdy czyjeś kroki zapędzą nas pod ścianę niczym psy kota w zabetonowany wklęsły narożnik.
Bo czasem lepiej żeby nas czterech sądziło niż czterech niosło jak mawiają starsi i mądrzejsi.
Może być wymuskany by uporać się zarostem, a może być po prostu utrzymany w przyjemnie dobrym tonie użyteczności.
Trzymać go trzeba tam, gdzie nie dojdą wścibskie i chytre rączki wszystkowiedzących, najmądrzejszych na świecie krasnali lub nie wyrwie go nam palec kieszonkowca.
Zawsze trzeba go mieć. Jeśli nie w plecaku, to w zasięgu dłoni.
I czy jest to scyzoryk, nóż kuchenny, składany folder czy nóż bojowy o czarnej oksydzie to pamiętajmy że ten wynalazek stworzył cywilizację.
Bo chyba gdy robot do obierania ziemniaków będzie standartem w kuchni, to następnym standartem będziemy my w charakterze zasilania. Niczym w "Matrixie".
Jeśli jeszcze w nim nie jesteśmy.


Łożysko kulkowe

Tniesz nocą autem przez ronda miast. Wszelakiej maści, nazwy i koloru.
Pseudonimów, Nas, Was, Ich, Przyjaciół, Tych co za nas, Tych co za was, Tych co tam, I tak dalej...
Nazwy mniej autentyczne, lub nie muskające obecnej sytuacji politycznej jeszcze się uchowały, ale to kwestia czasu i uchwał kiedy literki zmienią się w bardziej przyjazne oczom podpisującym lokalne wieści podparte wiatrem przemian. Czy to dobrze czy inaczej? Historia i uchwały ocenią już za kolejne pięćdziesiąt lat.
Reklamy też się zmieniają. Najbardziej tych firm, które nie nadążają, lub paradoksalnie nadążają z tak dobrym skutkiem że w tempie swojej ekspansji zmieniają z roku na rok asortyment który wymaga co i raz nowych banerów. Ale to dobrze. Drukarnie reklam  mają zajęcie.
Mi w oczach utkwiła dziś po raz setny nieśmiertelna reklama łożysk kulkowych. Wisi od zawsze. No i raczej wisieć będzie. Łożysko kulkowe to genialnie prosty wynalazek. Dzieło geniuszu.
Oczywiście od razu dorobiłem sobie historię do tego łożyska kulkowego. Nie był bym sobą gdybym czegoś nie wymyślił. No i opisał co właśnie robię.
Przecież nasz kraj to takie łożysko kulkowe.
Kilkanaście niezależnych od siebie kulek zawartych w dwóch obręczach. Tak upraszczając.
Kulki kompletnie się z sobą nie stykają ale całość działa bez zarzutu. Działa. No i to jak!
Problemy pojawiają się jedynie jeśli kulki zaczynają być blisko siebie. Wtedy ten mechanizm jest zagrożony. Oczywiście, paradoksalnie, separacja fizyczna kulek tylko działa na korzyść tego misterium mechaniki.
I tak to jest z tym naszym łożyskiem.
Łożysko kulkowe skrajności, podzielone prawie niewidocznymi z zewnątrz, lecz dostrzegalnymi doskonale w środku separatorami.
Gorzej tylko że jedna kulka nie widzi drugiej, pomimo tego że jedna od każdej kolejnej jest zależna i potrzebują siebie nawzajem.
A najgorzej kiedy ktoś rozwali te łożysko młotkiem, a potem każdą z kulek wyśle komuś prosto w tyłek z procy.
A może właśnie to każda z takich kulek jest właśnie komuś tylko do tego potrzebna ?



Zbroja

Załóż czapkę na oczy -  nikt nie dojrzy braku snu, na ich brzegach.
Głębiej schowaj się w kapturze - nikt nie uchwyci twojej twarzy.
Podciągnij zamek aż pod nos - nikt nie odgadnie miny jaką masz na sobie w chwili spontaniczności.
Dolej do całości okulary z lusterek - teraz już możesz walczyć.
Na całość zasznuruj słuchawki wielkości hełmu.
No i schowaj wzrok w wyświetlaczu wielkości dłoni.

Teraz możesz wyjść z domu...

SHOUT BOX

sypnij suszem żaru plonów,
wylej wodogrzmoty kaligrafii literek,
zawiń zgnite światło z pod półek stanic,
spakuj sny ocenzurowane bulgotem admina,
sypnij, wylej, zawiń, spakuj i zapomnij,

hieroglify wyćwierkane koronką verdany

Warta

Trzydziestu ułanów pod spiżowym zamkiem.
Trzydzieści żyć w zasięgu własnego palca.
Trzydzieścioro dzieci zespolonych z dynamitem, w zwalcowanej szkatułce puszki stali.
Jedno moje życie, w cieniu skupiacza myśli wytrąconych sercu.



* 30 naboi mieści się standardowo w magazynku podłączanym do broni

Felieton ?

Czat.
Dowolny portal i wewnętrzny obszar zwany po prostu "pokojem".

Osoba pisząca "Caps Lockiem" może równie dobrze klikać dowolnym rodzajem koloru lub dostępnej czcionki.

-hej
-HEJ
-:)
- LAT ?
- Janek, a Ty ?
- WOLNY ? BO JA SZUKAM NA STAŁE.
- lubisz czytać książki?
- ALE NIE ŻONATY ?
- a lubisz jeździć rowerem?
- MASZ FOTKĘ ?
- a co lubisz robić w czasie wolnym?
- ALE WYSYŁASZ PIERWSZY, JA ODEŚLĘ SWOJĄ
- a masz jakieś pasje? zainteresowania?
- NO CZEKAM, CZEMU JESZCZE NIE MA, ALE ŻEBY BYŁA OD PRZODU
- ja mam brązowe oczy, a Ty ?
- ZBOK, MYŚLICIE TYLKO O JEDNYM !!!!
- halo, halo ?
/koniec połączenia/

Godzinę później. Sypialnia osoby piszącej "CAPSEM"

-Mam już tego dosyć, ty ofermo. To przez ciebie ważę teraz dziewięćdziesiąt kilogramów. Sam sobie się podsuń !!!
I proszę mi przełączyć na ten serial z tymi księżniczkami i rycerzami w tych turbanach.
No i musiałeś zeżreć prawie wszystkie "lejsy" ?

sobota, 19 sierpnia 2017

Wystawa sztuki i galerie sklepów

Miejsce akcji: praca
Dokładniej: jakakolwiek
Jeszcze dokładniej: tam gdzie pracuje więcej niż jedna osoba.

- Idę dziś na zakupy do galerii handlowej, a potem obejrzeć wystawę obrazów - stwierdzam w pracy, myśląc na głos.
- A gdzie ta wystawa ? - dopytuje się sąsiedni pokój.
- Noo, w galerii. Tylko nie pamiętam nazwy. Muszę sprawdzić. - odpowiadam.
- Aaa, to świetnie. Będziesz miał blisko z zakupami, i nie będziesz musiał stać w korkach. A powiedz mi, na którym piętrze? Będę może po południ to też bym zaszedł zobaczyć. Można tam wjechać windą z parkingu?

Porcelana mi zardzewiała od mojej miny. Którą zresztą sam wyłuskałem ze zdziwieniem we własnym odbiciu, w szybie zgaszonego monitora.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Okulary i nie te na słońce.

Okulary to fantastyczny wynalazek. Zwłaszcza te przeciwsłoneczne. Korekcyjne są już standartem, choć w czasie okupacji byli tacy którzy chcąc wtopić się w tłum po prostu je ściągali. Wtedy okularnik to było coś.
Oczywiście najlepsze są te różowe. Zakładane co rano na ekran monitoro-przekaźnika naszych potrzeb i oczekiwań które skwapliwie wysyłamy w świat akceptując wszelkie ciasteczka znane ze swojska cookies.
Można oczywiście ich nie akceptować, ale i tak wszyscy to mają gdzieś.

Okulary więc towarzyszą nam wszędzie.
Na basenie, na rowerze, w powietrzu, na nartach i gdzie tam chcecie.

Internet też na nam towarzyszy wszędzie. Nawet znalazłem apkę z normami zużycia papieru toaletowego której statystyki na serwerze pokazują jak bardzo jesteśmy eko /żart ;) /

Chcąc nie chcąc internet i okulary wkrótce się połączą w jedność na poziomie komercyjnym.
Pierwszym krokiem do takiego świata były celowniki kolimatorowe, potem wyświetlacze HUD / Head-Up Display/
Przykładem takiego wkraczania rzeczywistości rozszerzonej, do naszej rzeczywistości zawężonej naszą wypłatą, jest nakładka do telefonu umożliwiająca bliższe skumanie się z wirtualną rzeczywistością.
Oczywiście to kwestia czasu kiedy technologia zminimalizuje telefon i wsadzi go gabarytami w klasyczne okulary, a potem prosto do soczewki kontaktowej.
Pokemon Go to dopiero introdukcja do tego co nas czeka.
Pozostaje tylko pytanie które wisi gdzieś pomiędzy filmem "Incepcja", książką "Mars" Rafała Kosika i Matrixem.
W jaki sposób odróżnimy wirtualną rzeczywistość od zwykłego życia, kiedy gry i wszelakiej maści aplikacje staną się idealnie realistyczne ?
Odpowiedź jest jedna. Nie odróżnimy.
I tu na koniec powstaje wniosek w formie kolejnego pytania.
Skąd wiecie czy my już nie jesteśmy wirtualną rzeczywistością?

Rekonwersja

Zdejmij szelki.
Złóż szablę.
Przysuń krzesło.
Włącz lampkę.

Otrzep kurz.
Obliż rany.
Znajdź najlepszy atrament.
 
Kopnij szyszak pod wieszak.
Zarepetuj stalówkę.

Skrzydła postaw przy zbroi.
 
Tylko, teraz co dalej ?
 
Kartki myślą uzbroisz.

Strzelając Backspace

Pluję w monitor
Klawisze są hot
Krzyczę w ten ekran
Spacja zaraz pęknie
Palcem pykam w obraz
Matryca już płynie
Co wy robicie!
Sąsiad wali z góry
Nic nie rozumiecie!
Dziecko znów się budzi
Strzelam komentarze
Eksplodują maile
Minuję twittera
Rozbrajam dyskusje
Pot ścieram koszulką
Wycieram ust brzegi
Pięści już mam sine
Ooo już wschodzi słońce...
Pora iść do pracy
Zmiana kompa z IP
Więc login i hasło
Ból czuję za moment
Serce tłucze, łomot
Już za chwilę ciemność
To nie światło zgasło
To mózg strzelił backspace

niedziela, 13 sierpnia 2017

500 pulsów samotności

Lewica, prawica, środkowica, żółciowica, powszechna zamartwica, a do tego znieczulica.
Obraz świata z telewizji posmarowanej białymi literami na niebieskim tle, rozpędzonej megabitami wiedzy na sekundę.
To nasze akwarium EuroPL.

To że "Morski niedźwiedź" przyjdzie jest logiczne tak samo jak starość. 1497, 1757 no i jakoś wychodzi że już pora. Ale co się odwlecze to nas dogoni. Ktoś nawet ostrzegał. Ale nikt nie słuchał. Mnie też nie musicie.

ZUS nas ściga karteluszkami z setkami złotych prognozy plus, co nas bawi, ale za trzydzieści lat będzie straszyć.
Tylko że te karteluszki, które pewnie leżą, w okolicach niszczarki są swego rodzaju poezją biurokracji. Poezja bowiem jest dla osób wrażliwych i inteligentnych, co najczęściej idzie ze sobą w parze i kieruje te osoby na łono kozetki, albo i gorzej, jeśli fakty które przeciekają między wersami ich życia zaczynają gnieść za mocno w głowę.
Oczywiście można udawać że tematu nie ma. Tak jest wygodniej. Domena jednej z płci.
No i te karteluszki są dla inteligentnej osoby ostrzeżeniem "ZRÓB COŚ BO BĘDZIE SŁABO"
Jedni ładują w skarpetki, inni zwiewają pracować na akord, za kanał, a inni metodą klasyczną powiększają rodzinę. No i dzięki 500+ mogą sobie na to pozwolić.
Dzieci to też forma strategicznej formy oszczędności i inwestycji emerytalnej.
W dzieci się inwestuje, a nie na nie wydaje.
Dobrze wychowane dziecko, nie zostawi rodzica na starość, będzie go szanowało i pomoże.
Wychowane, a nie wymodelowane lub zwarunkowane. Bo to jest różnica. Niewielka, a jednak.
Można też liczyć na dom opieki czy inny "socjal".
Gorzej jeśli na ten sam pomysł wpadnie milion singlii i bezdzietnych po rozwodzie.
Jakoś ciężko mi uwierzyć w masowy wysyp takowych przybytków.
Że będą , to fakt - ale czy na poziomie profesjonalnym?
Miejsce tam wykupisz. Owszem. Pokój z papierem toaletowym i serwisem Bed&Bath. Gorzej jak obsługa zastrajkuje lub twoje oszczędności przepadną.
A Ty nie pojmiesz, jak to możliwe, w ten sam sposób jak postrzega obecnie internet 90 latek w okularach.
Mi do myślenia dało kiedyś chodzenie o kuli przez kilka miesięcy. Kiedy krawężnik był przeszkodą okupioną bólem, a na ruchome schody patrzyłem i płakałem.
Chodniki w PL są koszmarem i tragedią. Zimą szczególnie. Ale co tam jesteśmy młodzi. Mamy własne zęby. No i tylu znajomych. Tłumy uśmiechniętych.
Gorzej gdy za 40 lat ich zabraknie z każdej możliwej przyczyny.
Obawiam się że metoda "na wnuczka", jeszcze wróci i to z potrojoną siłą.
"Na wnuczka", moim zdaniem jest nauczką, co czeka samotnych, nikomu nie potrzebnych, seniorów z oszczędnościami.
Jakoś nie wierzę że są aż tak naiwni, tak do końca, oni wszyscy.
Myślę że ryzykują swoje tysiące w skarpetkach, żeby choć przez moment usłyszeć czyjś głos w słuchawce, być potrzebnym, byle komu, byle był to ktoś kto zadzwoni i wymieni ich imię.
Chcą nadziei, ucieczki od kłującej w uszy ciszy i szumu głupoty mediów.
Mają dosyć długiego, samotnego, życia.
Nawet z pełną skarpetką.

Choroba demokratyczna*

Leży na dnie wirusem,
Kropelkuje słowami.

Wzrasta w głowie, czy duszy ?
Potęguje tsunami.

Ślizga się szyną prozy,
Muśnie kartek poezji.

Zarżnie ducha w ogrodzie,
Wykolei twe serce.

Gdy ją szybko wykryjesz,
to ucieknie ścierniskiem.

Biegnie też zaoranym,
czmychnie pobojowiskiem.

Kto to, co to, to było?
Dziwią się zaleczeni.

Zawiść. To genetyczne.
Odpowiedzą zranieni.



Choroba demokratyczna* - definicja "zapożyczona" z wypowiedzi


środa, 9 sierpnia 2017

AFERA

Afera na skalę,
białych liter na tle.

Poparta filmikiem ,
jego kontekst się rwie.

Komenty się sypią, 
lajki muskają.

Szortmesy rwą temat,
po prostu coś extra.

Gejzery w fotelu
lub leżance krzesła.

Coś co  lat dwadzieścia temu, 
było zwykłą rzeczą.

Teraz jest jak nowum,
w tym tak nudnym świecie.

Na koniec, przeczyta ją Pani,
Z tak cudnym błysk okiem.

W popularnym kanale,
Mieszając Cię z kotem.

Jej source nie dojrzysz,
A kogo to chwali?

Ma być news, i koniec.
A kogo to że pali.

Kabina Ludolfina

Niewymierna  w profitach.
Zawsze z przodu,
Oszklona.
Miejsc ma dwa. Tylko. Jedynie.
To nie ta od ogona.
Wyśniona.
Kabina, do lotów, tuż przy sterach.
A jakże.
Choć wycieczkę tam zrobić.
Ale wolę na stałe.
Bez talentu ją zdobyć.
Wejść na moment, kolejką.
Może nieco łokciami.
Tak na chwilę, nie piekło.
Wepcham ze sobą działo.
Będę tu władcą świata.
I to nic, że tu z lufą, to nie bardzo tu miejsce.
Ciąży luśnia dziobowi.
Pilot zrobi mi miejsce.

Choć nie chce.

Polska jest kobietą ?

jestem młoda, tak piękna
wszyscy noszą mnie wzrokiem

zaraz będę kobietą
jestem światem na dłoni

tak, kobieta dojrzała
już znam piasek na zębach

coraz bliżej siwizna
odszedł, zabrał kwiat życia

moje pędy uschnięte
coraz szarzej, choć mądrzej

wymagania wciąż pędzą
chociaż szanse nie rosną

MSZA ŚWIĘTA

można chodzić
lub nie

wierzyć
lub nie

modlić się
lub nie

patrzeć
lub nie

dostąpić
lub nie

opanować się
lub nie

być kulturalnym
lub nie

ale szanować
raczej powinno

niedziela, 6 sierpnia 2017

Intelektu 5


Intelektu tę pięść,
Zamieniamy na pięć.
Obracamy na pięć,
Intelektu tę piędź.

Zamienionych na pięść,
Skowyt myśli mych pięć.
Sypie wierszem przez pięć,
Intelektu ta pięść.

Pogubiłem się w piędź,
To stron świata jest pięć ?
Dwie z dziesięciu to pięć,
Reszta płacze ze spięć.

Zamień chaos w dróg pięć,
Zanim zmienisz myśl w pięść.
Rzemieniami na pięć,
Intelektem złam pięść.

środa, 2 sierpnia 2017

Torpiki

Pojadę w te torpiki,
Najlepiej samolotem.
Będę ja wypoczywał,
Pływał, dmuchanym smokiem.

Zaznam ja żaru piasku
Zjem, w nocy wszystkie kluziwy.
Eks, to mnie tu nie znajdzie,
Bo myśli że jadę na grzyby.

A potem jak będę już wracał,
Pijąc wszystko co dają.
Zrobię sobie słitfocię,
I wyślę znajomym w kraju.

Tylko niestety mamie, powiem prawdę ja całą.
Żem ja tu nie wczasy, se robię,
Ale pracuję,
Choć w raju.