Popularne posty

wtorek, 23 października 2018

Równouprawnienie



Rozmowa z nastolatkami.

-Nie uczymy się, palimy papierosy i robimy co chcemy. No i co na zrobicie?
-A wiecie że być może zostanie znów wprowadzony pobór do wojska. Ale że jest teraz równouprawnienie to dla wszystkich – odpowiada nauczyciel
-Nooo, ale jak to ?
-Normalnie. Nie uczysz się, wagraujesz, olewasz szkołę - to idziesz w ”kamasze”, na rok.
-Serio?
-Myślę że tak.
…………………..
Godzinę później.
- Pani profesor. Czy można w tym tygodniu poprawić jeszcze oceny?

Forty

"Próg zrozumienia przelany falą czasu"

Statni wrośnięty tu szyną,
Szynkiem- tramwajem tu stoi,
Stanę tu śniegiem-koszulką
Nie wiem, zbyt młody. To goni.

Wyszli, weźmi, usiedli,
Zmówili trzy Msze rozmową,
Pół dnia im zbiło uśmiechem,
Trawa zleżana wciąż woła.

Było minęło, zrównało.
Błysk tu po lecie zroszony,
Zielenią wrócił, wziąść dostał
Krzyżyk co zgubił, lecz chronił

Poezja

http://www.portal-pisarski.pl/profil/chawendyk

Formacja 43

Nad Bremą spotka mnie ogień
Nad Bremą stal nas dostanie
Wyrwie chmurami posoki
Zbije, podleci, zostanie

Cwał spali, zamiecie, wyliże
Spadochron kosą znaczony
Ulecisz po to by zniknąć
W ściernisku, na chrzest broną żony

Azali leci on kluczy,
Jest pierwszy, nic mu nie straszno
Po nim celują, w nas salwą
Znajdą. Zamkiem wieko zatrzasną




niedziela, 14 października 2018

zdjęcia robione dzieciom

Każdy lubi je robić, klepać, pstrykać, ustawiać i tak dalej i tak dalej ale jest tego mądrzejszy aspekt. A więc:
........ na poważnie: to widzę potencjał dla kierunku takiego jak widzimy  niejednokrotnie w  zdjęciach śpiących dzieci w różnych pozycjach. Ale śpiące dziecko jest malutkie i śpi.
 A zdjęcia robione w czasie dnia,kiedy widzimy na zdjęciu oczka które "łapią i szukają kontaktu z odbiorcą" to powstaje ten plus dialogu. 
To że Maluszek jest spoglądający w naszą stronę to podświadomie wygląda w sumie że mu tam dobrze, bo ma zaufanie do fotografa i jego formy aktywizacji dziecka i stawiania go w centrum uwagi, to też taki potencjał do rozwoju "zdjęć świadomych". Praca z dzieckiem które nie śpi jest wymagająca i to my musimy się dostosować. 
Budujemy w ten sposób wysokie poczucie własnego JA u dziecka. Ja jestem ważny, ja im ufam, ja jestem kochany. Oraz budowanie trwałej więzi emocjonalnej. 
To efekt naszej pracy, i  tak spędzamy razem czas, coś robimy razem, jesteśmy razem, kochamy się. 

Po latach również efekt pielęgnowania pozytywnych wspomnień. 
Budowanie człowieka który w wieku 40 lat nie analizuje detali z dzieciństwa, tylko pamięta jak kiedyś ktoś robił mu zdjęcia, a w albumie widzi siebie w wyjątkowym miejscu w centrum kadru.
A nie gdzieś z boku, w oddali, wystawiając głowę zza wznoszących toast krewnych którzy spotykają się razem raz na jakiś czas, tylko po to żeby pogadać i wysłać dzieci do oddzielnego stolika, albo na plac zabaw z opiekunką.
I nie dziwmy się wtedy że na starość te malutkie dzieci bez mrugnięcia okiem oddają starych rodziców pod opiekę opiekunek, opiekunów i domów słonecznej emerytury seniora. No bo w końcu nie mają czasu. Muszą znaleźć opiekunkę do dziecka. Przecież mają spotkanie z przyjaciółmi.

piątek, 12 października 2018

Teoria nie wydawanego grosza

Jeden a cieszy. Zawsze podnoszę, nawet zatrzymując rower, bo uważam że pieniądze to zmaterializowany symbol czyjejś ciężkiej pracy. Pracę należy szanować, a więc grosze również. No i tak myślę, a co myślę to staram się przekazać w przystępnej formie.
Kupując regularnie w moim ulubionym sklepie artykuły w cenie która widnieje na  wywieszce sugeruję się ceną: 1,99. 2,99 
 Miła osoba oczywiście pełnym serdeczności głosem recytuje mi cenę: 2 złote, 3 złote.
Ale kiedy mając dosyć tej sytuacji coraz częściej zacząłem do finalizowania zakupu używać mojej karty płatniczej ku mojemu zdziwieni kolejnemu na potwierdzeniu transakcji widnieje te same 1,99 , 2,99.
Niby nic, ale dziesięć takich zakupów to 10 groszy, sto takich zakupów daje nam 1 złoty. No a tysiąc - to 10 zł . Tak? Co prawda z matematyki byłem słaby, ale akurat w szkole nauczyli mnie jednego. Logiki.
Nie mogę mówić o innych osobach bo nie wiem czy ktoś jest tak obsługiwany. Mogę stwierdzić że ja tak jestem.
Druga strona bieguna jest tak samo miły człowiek obsługujący kasę, który przy tej właśnie kasie miał kubeczek z niesamowitą ilością jednogroszówek, które wręczał każdemu do reszty.

Dwie sytuacje, a ja po środku.

Niby detal, ale pomnóżcie ten detal przez 365 dni a potem pomnóżcie przez 5. Razem wychodzi 1825 dni. Bo tyle dni ma mniej więcej okres pięciu lat. Odejmijmy od tego powiedzmy 325 dni dla równego rachunku żeby było te 1500. Łatwiej liczyć. I wychodzi 15 zł.
Ale ja wciąż mówię tylko o sobie. O jednej osobie. I upraszczam.
No a ile osób liczy średniej wielkości duże miasto w Polsce? A to już sobie sami policzcie. Moi drodzy.
 Obywatele przede wszystkim.



niedziela, 7 października 2018

Dawno temu w konspiracji

..trzeba było mieć naprawdę jaja i zacięcie do tej roboty, czy raczej służby. Nie było miejsca na błędy a każdy wiedział na co się pisze. No cóż. Wojenny czas. Dobrym przykładem może być granat "Filipinka" który eksplodował gdy granat trafił w cel /lub w jego pobliże/ powodował to zapalnik uderzeniowo-bezwładnościowy. Miało to swoje plusy bo przeciwnik, tak jak to się pokazuje na filmach, nie miał możliwości odrzucenia go właścicielowi. No a minusy były takie, że jeśli ci wypadł lub nie miałeś dosyć sił na dorzucenie go do wroga, to oberwałeś własnym granatem. I nie było sentymentów, warunków bezpieczeństwa i zabawy w kotka i myszkę. Wóz albo przewóz. Plus albo minus. Zero albo jeden. Wojna i pokój.  Dobranoc.

wtorek, 2 października 2018

rok 2299

Systemy gotowe.
Megabity danych w mikro sekundowych odcinkach czasu płyną jak lawa w maszynie liczącej która od stuleci  nazywana jest "sztuczną inteligencją"

Ludzkość jest w impasie.
Wojny, kataklizmy i kryzysy finansowe pochłaniają coraz to i nowe pokłady energii i zasobów.
Loty na Jowisza kosztują niewiele w porównaniu z kryzysem idei.
Dokąd iść, gdzie podążać. Tlenu, rozumu, ratunku!
Co robić nie wie nikt.
Potrzeba idei opartej o ekonomię.
Pora działać.
Za chwilę pokaże się ostateczny wniosek. Konkluzja która stworzy nowy prąd i da nadzieję setkom miliardów.
Już za sekundy wyświetli się tarcza holograficznej przepowiedni.
I już jest, już za moment padnie komenda, nadzieja, rozkaz i dalszy kierunek życia i rozwoju miliardów ludzi eksplorujących przestrzeń.
Jego brzmienie zmieni świat.
Powiązane systemy zaraz po wyświetleniu się komunikatu efektem domina pokażą nam nowa jakość, nowe horyzonty, nowe NOWE.
I jest. Wyświetla się. Już błyszczy:

"ŻYCIE LUDZKIE JEST NIEOPŁACALNE"

Decyzja jest natychmiastowa. Pradawne instynkty rzucają wyzwanie technologii w ćwierku sekundy.

-Szybko, rozpierdolić to !!! Gdzie są młoty?

Ochroniarz pilnujący komory wejściowej i oglądający sobie "w starodawnym kinie" Terminatora, oblał się midikawą. Prosto na własne gniazdo zasilania bio - pamięcią podręczną zescaloną z jego ciałem.
 To przecież ostatni krzyk mody.

Brothers in Arms

Towarzysze broni to nie komuniści.
Towarzysze broni nie tkną brata żony.

Towarzysze broni
 Bali się a byli.

Towarzysze broni.
 Nigdy nie skrewili.

Nawet kiedy lufa
Była w drugą stronę
Oni z kijem, gnatem torowali drogę.

Mają też medale.
Leżą gdzieś na półce.

Mundur też się znajdzie.
Wisi gdzieś na komórce.

Towarzysze broni.
Co prochu wąchali.

Wspomnienia na ścianie.


Serce służbie dali.
.....

poniedziałek, 1 października 2018

Teoria lajka w/g merytorycznego hejtera /cz.1/

Głośna rozmowa telefoniczna.
Czas: dzisiaj, dopiero co
Strefa ogólnodostępna dla wszystkich.

"Halo, cześć. No tak. A wiesz rozlajkowałam się dzisiaj"

Koniec

"Rozlajkowałąm może świadczyć na pewno o dobrym samopoczuciu osoby lajkującej, nagradzającej, uśmieszki w wersji cyfrowej rozdającej"


Słowo poznane w dzień dzisiaj: "rozlajkowałam", słowo usprawiedliwienie w porannych telefonach od znajomych pod płaszczykiem uprzejmości, chcący poznać powody naszej rozrzutności polubień.
Naszą nagłą nową pasję, czy nowy rodzący się prąd zainteresowań.

Same polubienia czy lajki, te pierwsze wykluwają się powoli. Ale gdy już pojawią się pojedyńcze to zaraz, niczym kula śnieżna pęcznieje ich arsenał.
Moc lajka. Moc polubienia.
Moc słowa.

Są tacy co brak lajków i polubień, i tak dalej bardzo mocno przeżywają i kończy się to nawet depresją.
Niestety ci biedacy nie wiedzą że powoli nastaje nowy prąd. Lajkować trzeba mieć co. Najlepiej coś merytorycznego, a nie błyszczącego.
No a żeby być merytorycznym, mądrym i mieć coś do powiedzenia to trzeba robić jedną rzecz.
Czytać książki.
Bo kto ich nie czyta jest zwykłym NOOBEM.

niedziela, 30 września 2018

Polska 2025

Polska stała się liderem podróży w czasie, przetapiania stali w złoto, ołowiu w srebro. Nasi sportowcy są najlepsi na świecie we wszystkim.

A oto serwis informacyjny czołowych światowych rozgłośni radiowych i temat newsów w tv i internecie. Rok 2025.

"Co prawda informacje z Europy wschodniej, przepraszam, środkowej, napawają nas nadzieją na światowy rozwój ekonomiczny i społeczny, ale chcielibyśmy zwrócić Państwa uwagę na rosnące napięcie na Alasce. Zaobserwowano tam śnieg, deszcz i niedźwiedzie. Niesamowite. Oddajemy głos korespondentowi...... Halooo. Nadaje dla Państwa Jack Doe....Masz głos. Słuchamy"

Tłusta kiełbasa

Lubie i już. Taka tłusta, dobra, swojska, wiejska, i dobra. No i droga. Niecałe 30 zł za kilogram. Ale cóż. Grzech kosztuje.
Wpadam do sklepu w niewolną niedzielę, porywam kolę z działającej lodówki, i proszę na dziale z przysmakami mięsnymi o jeden piękny kawałek.
Papier kiełba, waga i mam.
Mniam
Ale tak mi się wyrwało po zabraniu uważonej kiełby że "eeeeeee proszę Pani ale to zważone z papierem"

 Pani z rosnącym fochem odpowiada że może zważyć raz jeszcze sam pejper" i ku jej nawet zdziwieniu okazuje się że waga pokazuje niecałe 20 groszy. Dokładnie bodajże 17  ale powyżej 10.
Niby nic a wiele.
17 groszy razy na ten przykład przez 30 dni jakie ma miesiąc to mniej więcej 5 złotych dzików.
No a razy tysiąc klientów.
To już sobie policzcie sami.

Oczywiście po proteście zapłaciłem mniej, a jak. Ale to ja wyszedłem na chama:) Norma.

Tak "kruwa". Bo mam dość.

P.S. dla polonistów. Im wyższa cena za kilogram tym wyższa cena za gram. Mniam. Nawet foli.

Waga powinna być ustawiona na minusie pod standardowe opakowanie, a jeśli się używa innego to wciska się też jakiś tam przycisk lub używa innej wagi.

A czemu mam dość? Mam dosyć nieuków którzy drukują paragony z fochem. Takim samym fochem kiedy trzeba było chodzić do szkoły. A teraz mam wrażenie mają focha że wolę taką kiełbasę zamiast podrabianej wędliny. No cóż. I już.

"Cześć, spadamy. Dobranoc"  cytując pilota tuż przed "endem". Faceta co miał naprawdę duże jaja i poczucie humoru nawet w takiej chwili.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Prawo do jazdy

Rekordzista w zdawaniu na "prawko", podchodził do niego ponad sto razy. Podchodził, podchodził i podszedł te PdJ.
Pozostaje jedynie pytanie. Czy ten człowiek ma predyspozycje by zostać kierowcą?
Tak racjonalnie rzecz ujmując to nie.

sobota, 21 lipca 2018

L4 z myslenia

Kupując coś do picia w moim ulubionym markecie średnio-powierzchniowym, którego nazwa zaczyna się na literę alfabetu będącą spółgłoską, miewam różne przygody.
Moja ostatnia z przygód polegała na zwróceniu uwagi Pani palącej papierosa przed wejściem że tu się nie pali. No i jej błyskotliwa i błyskawiczna odpowiedź polegała na wskazaniu palcem tabliczki z papierosem.
No tak. Fakt.
Tabliczka przyczepiona na kolumnie informuje że tu się pali. No ,a że stanięcie frontem do ów tabliczki powoduje obecność palacza przed głównym wejściem całkowicie usprawiedliwia palącego.
 Tym samym tabliczka którą przyczepił jakiś ktoś by kimkolwiek on nie był, zwalnia palących papieroski z myślenia, kultury, a może nawet i przestrzegania prawa.
Podobnym wzorem toku myślenia, ale w drugą stronę, posłużył się kiedyś mój współpasażer podróży koleją. Kiedy mu zwróciłem uwagę że tu się nie pali, on zaczął zdrapywać nalepkę z zakazem palenia.

poniedziałek, 28 maja 2018

Psalm o Miłości


Trzy rodzaje miłości. Trzy szczęścia, trzy koszmary i trzy pragnienia. Trzy marzenia, trzy rozbite lustra i trzy studnie bez dna.

Zjeść to szkło? Przejść po nim obojętnie? Czy po prostu pozbierać wszystkie te chwile i okruchy szczęścia swymi poranionymi ustami.

Wołałbym dłońmi, ale te mam już od dawna zrośnięte, ze stalowymi wiadrami pełnymi mojej zamarzniętej krwi.

Krew spłynęła tak szybko jak biło moje serce, kiedy patrzyłem w czyjeś oczy. Oczy były cudne, ale nie wiedziałem, że należą do bestii, która ponacinała mi żyły i podstawiła stalowe naczynia, by potem móc słomką z mojej kości spić spokojnie całą krew. Nie udało się jej,  bo pojawiła się królowa śniegu, która zamroziła wszystko swoim lodowym uśmiechem. Przepędzając demona, ale też zamieniając czas i moje ciało w lód, by móc sycić się moim widokiem odłożonego , jak się jej wydawało  lodowego ciasteczka. I ono miało być zawsze świeże.

Całe szczęście przyszła wiosna i zasklepiła moje rany dając słońcem siłę. Topiąc lód przebiegłej królowej. Wiosna to nie była osoba, ale uczucie, które spłynęło na moje myśli. To uczucie już we mnie mieszkało, ale tylko po to by przygotować mojego ducha, na spotkanie z jej duchem zamkniętym w skafandrze fizyczności.

Awangarda spotkania w atmosferze uczuć, które wyprzedziły miejsce. Miejsca nie znało żadne z nas, ale oboje wiedzieliśmy, że to nastąpi. Siłą życzeń dmuchanych ostatnim tchnieniem nadziei, lub desperacką próbą krzyku siłą płuc pełnych nikotynowego smogu. Oba węże pragnień i oczekiwań zespoliły się w jedno szepcząc hasła i odzewy w betonowej dziupli skradzionej na moment ekscytacji słowem. Bo jedyne, co było tam ważne to prawdziwość idei, słów i koncepcji dystrybucji słowa. Słowa prawdziwego, którego smuga kondensacyjna, została zamieniona w wir zielonych banknotów, którymi żywią się na co dzień krzyko-mówcy kłamstwa i cynizmu. To przed ich skanującym polem zasięgu trzeba było się skryć za betonowymi ekranami pieczary. Tam jedynie zamieszkała prawda. Prawda absolutna. Prawda uczucia niezbadanego, które ktoś kiedyś zdefiniował, ale nikt nigdy do końca poznać i nazwać nie umiał. Ktoś kiedyś podał wynik, ale nigdy nie opisał działania. Przekleństwo namalowanego smaku, które zmieniło blask życia pokoleń. Każdy gdzieś o tym słyszał, każdy kiedyś o tym czytał, każdemu ktoś o tym opowiadał, każdy to sobie wyobrażał. Ale kto zna wzór uniwersalny na podstawie którego można poznać jak działa to zjawisko?

 To kamień filozoficzny, którego szuka już każde następne pokolenie. Wynikiem jest hieroglif pokazujący serce. A co jest działaniem, które to serce utworzy? Co jest iksem, co igrekiem, gdzie potęga, gdzie ułamek.? Każdy detal jest na wagę złota, a wszyscy widzimy tylko znak równości i serce, które zmienia się czasem w napis miłość. Ale jaka jest recepta? Kto zna ten cholerny przepis? Gdzie go szukać? Odpowiedź jest banalna. Ale ona na koniec.
Ale nie sięgaj czytelniku tuż pod wodospad brzegu kartki, by chyłkiem spić esencję treści, bo to słabe. Tobie jest łatwiej. Bo możesz zamrugać i już wiesz co miałem na myśli klepiąc swoje wersy. Ja natomiast w ten wiosenny poranek, jeszcze nie wiem gdzie dopłynę ze swoimi rozważaniami. Ile razy skreślę, a ile sam siebie odkryję. Oby tylko kapiące łzy nie rozmazały tuszu pióra.
Zazdrość nie znosi porównań, nie da szansy pomyłce. Zazdrość to macocha miłości. Jej niechciane dziecko. Ja użyje porównań, bo tak chyba łatwiej.

Ta strącona.     .
Miłość bywa jak samolot. Jest paliwo, to leci. Ma gdzieś oblodzenie, nie zawraca w miejscu. Powie coś i poleci. Im szybciej, tym piękniej. Młoda jest jak myśliwiec, a starsza niczym bombowiec. Różnica niewielka, zdawałoby się banalna. Niestety niekoniecznie. Dlaczego ? Opowiem.

Myśliwce są szybkie, tak młode i roncze. Latają parami i kochają się w mocy. Im szybciej, tym lepiej, wyżej, dalej, prędzej. Niestety też czasem ktoś przemknie nad drzewami. Tam zaczai się strzelec i wszystko zabierze. Zerwie łączność, zje radość, zabawi się snami. Co prawda myśliwiec, jest mały, lecz zwinny. Spada, nurkuje, ale się ułoży. Czasem to jedynie błyśnie mu rakieta. Narobi hałasu, spłonie amunicja. Troszkę krzyku i wrzawy. Było i minęło. Blizny pozostają, ale się wyklepie. Niebo czeka dalej. Trawa nowa wzrośnie. Tu mnie oszukali, ale będzie pięknie. Młodość nie wybacza, ona zapomina. Gorzej ma się sprawa, jeśli to bombowiec.

On leci dostojnie, bardzo często stadem. Jeśli go rozproszysz, to na pewno zadrży. Ale grupą żyje, więc powróci w stado. Gorzej, kiedy ogień jest diablo skuteczny. Trafi gdzieś w zbiorniki, i wywoła pożar. Odtrącony spada, długo płonie w locie. No ale niestety jest tam jedno ale. Kiedyś półtonówki, potem atomowe. teraz to wychodzi, że neutronowe. Zanim spadnie, zginie, to zwolni je płynnie. Nim on wyparuje, to zwolni ładunek. Niszcząc świat i paląc. Nie będzie litości, i to nie jest zemsta. Czysta konsekwencja. Nie wyrachowanie, zwykły zew domina. Świat innym zostawi. Po nas tylko ogień.

Tak jest różnica w miłości strąconej. Dalej będzie gorzej, pokażę nad miłość.

Nadmiłość.
To stan bliski niebu, dotknięcia atłasu, zmiany myśli w diament, zakrzywienia czasu.
Wysuniesz mu krzesło, on kładzie się z kołdrą. Uśmiechniesz się do niej, a ta już z walizką. To efekt emocji. Te bywają zgubne. Gorzej, kiedy serce wchodzi tam gdzie rozum...
Uspokójmy więc wiersz emocji...
Gdy czyjeś jestestwo opanowuje cały twój intelekt, przepycha własne myśli do twojej głowy, a co gorsza ty robisz to ze swoimi w jego kierunku.

Ewangelia w/g miłości. To tworzy się między wami. Słowa tworzą emocje. Pijecie je z własnych oczu. Mówicie do siebie nie wiadomo co, a każde ze zdań jest warte Nobla. I tak płyniecie tworząc swoimi osobowościami jeden nurt. I nie jest spokojniej. Bo to nie kończąca się delta ujścia Wodospadu Amazonki.

I wtedy, prawie przypadkiem odrywacie wasze ciała. Ale nie piękno stóp, czy ideał przedramienia. Odkrywacie ich jedność, a wasze spełnienie zamienia się w rytuał, a ten nie wiedząc kiedy staje się modlitwą. Tworzycie się jednością i w tej jednej chwili jesteście epicentrum wszechświata. Czy trwa to godzinę, trzy, czy kwadrans. To nie ważne. Czas i tak jest złudzeniem, a wy odkrywacie drogę do innego wymiaru. Tam gdzie przepustką jest miłość.

Ale ta przepustka jest jak banknot rozcięty na pół. Tylko oboje możecie stworzyć bilet. A on jest wydawałoby się na okaziciela, ale dziwnym trafem wydrukowane są na nim wasze imiona.

Jeśli spotkasz taką osobę i ona odskoczy gdzieś w mgłę i nie możesz już jej znaleźć, nic już nie będzie takie samo. A zawyżenie poziomu poprzeczki intelektualnych wyżyn szczęścia może okazać się poszukiwaniem szklanki wody gazowanej na Saharze. Może odnajdziesz kiedyś szczęście, a może już zawsze będziesz nosić kamyk w skarpetce. Nikomu nie życzę. Bo to już potem nie jest życie. To raczej latanie nad chodnikiem, ale cały świat ci zazdrości i za wszelką cenę chce ściągnąć cię do swego poziomu nieodśnieżonej drogi życia. No i masz się cieszyć, że możesz chodzić. Ale ty chcesz latać. Pozostaje więc udawać.
Lub jeśli nie udawać to przeżywać za dwoje, co w ostatniej już odsłonie tryptyku trącającego temat góry lodowej, której brzeg tu opisuję.

Podmiłość.

Ta najgorętsza, bo przeżywana za dwoje. Ta najlepsza, bo czysta jednomyślną szczerością. Ta szczera, bo to czasem jedyne co ma się do zaoferowania.

Niestety to z czasem dla większości okazuje się właśnie tym jedynym brakującym elementem fundamentu życia.

Przez druga stronę tak często wyśmiane, zgniecione, sponiewierane, sprowadzone do postaci zawartości małej kieszonki w spodniach. Kompletnie zlane.

I tak miesiącami, dekadami, może tylko dniami. Ale tak mocno przepracowane bo w jednym ciele za dwoje więc usycha tak samo szybko jak się pojawia lub oddala się, niknąc w mroku własnej duszy, która wrzuca ciało w wir pasji, pracy, walki, krzyku za, krzyku przeciw. Wszystkiego, co nie pozwoli pamiętać. Dać zasnąć bez chemii. Nie dać się zaciągnąć na skórzaną sofę pełną już za chwilę wilgotnych pochłaniaczy fizycznej formy emocji w płynie.

Zrobić wszystko, żeby zapomnieć. Schować ten diament za zachyłkami serca.

I oczywiście najczęściej druga strona się opamiętuje. Ale jest już za późno. Bo miłość, życie, spełnienie, wszystkie ochy i achy zostały przepracowane już za dwoje w życiu jednej osoby. Bo ona chciała to dzielić a musiała tak kochać siebie za niego.

I wtedy nadchodzi to inne. Bo ta istota, tak bardzo kochana, wszystko pojmuje. Ale jest już za późno. I wtedy to tamta oniemiała z wrażenia tego, co straciła,  już nie kocha. Ale cierpi, i często za dwoje.

Obiecałem na koniec podać wzór równania. Pisząc to myślałem w jednym wymiarze. Niestety koncepcja miłości ma tylko jedno rozwiązanie.

To jest na pewno równanie, którego rozwiązaniem jest miłość poprzedzona znakiem równości. Ale przed znakiem równości po jego zakrytej stronie nie ma nic innego jak to samo słowo. Też miłość. Bo miłość równa się miłość. I nie ma tu nic do gadania.

Ale jest jedno małe "ale". Miłość nie może być uwarunkowana ani ograniczona. Nie może zależeć albo wynikać, ona może tylko istnieć. Tak więc tej czystej i prawdziwej wypływającej z duszy mogą dostąpić tylko byty wyższe, którym obce są potrzeby posiadania, oglądania, obcowania z wszelakimi kanonami piękna, bogactwa i każdego innego stanu skupienia i postrzegania materii.

To wszystko to wiedza, która nie jest nowa. Ona jest dostępna, leżąc cieniem na ulicy. Ale najczęściej widzą ją tylko ludzie starzy, którzy głęboko pochyleni życiem, płyną walcząc z czasem. A zazwyczaj z jego nadmiarem. Zwłaszcza, kiedy ten ich dogania i oplata siecią mnożącą jedną godzinę przez cztery.

Bo to co najgorsze to to, co nas potyka. Kiedy już za późno i to nie samotność. To żal, żal prawdziwy za tym, że się bało, czekało lub oblało kubłem zimnej wody kogoś tak ważnego. Żal prawdziwy, że się zapomniało o jednym i tym najważniejszym. Aby żyć i dać kochać.

Amen

poniedziałek, 14 maja 2018

Na i tcha

Przyszła, a raczej to ja ją znalazłem. Ją, ale to ono. Bo to jest to. Przyszło i zamerdało ogonem. Złożyło się w kulkę i leży pod stołem, wącha i czuje.
 Patrzy się ze ścian, liże po plecach. Rozkłada skrzydła, liczy pióra. Łaskocze w nadgarstki, ale nie mija.
Nie jest złe, nie jest dobre, nie daje i nie zabiera. Ono po prostu jest i nie pójdzie. Bo gdzie ma iść jeśli przy mnie jest jego dom. Jego namiot, tipi i zielone kiwi. Wszystko czego co potrzebuje to spokój i bagaż doświadczeń huraganowego życia które udało ci się przemycić do świata egzoszkieletów z twarzami w fejsach i bukach.
 Tak bardzo chciałbyś je pokazać każdemu, ale po co. Połowa ukradnie i potem zgubi, a druga nie zrozumie i dla pewności pomacha na do widzenia.
Jeśli już spadnie ostatnia kropla oceanu jego świty, to możesz być nawet o szklance mleka cały dzień, ,a noc zostanie twoim magicznym jesiennym porankiem.
Mogą krzyczeć, stukać, pukać i mlaskać. A Tobie to wszystko jedno. Bo ono tu jest, lepsze niż siódemka  w totka, bardziej smakowite niż drugie piwo na imprezie. Piękniejsze niż śmig na nartach.
Ono jest. Tak jak radosna kuna na ciepłym asfalcie po deszczu, która chciała by się z Tobą pobawić.
Ale nic z Tego nie wyjdzie, bo ono nie jest do zabawy, nie jest do podziwiania, nie jest do niczego wszystkiego co znamy. Ono staje się Twoją atmosferą. Twoim polem siłowym. Tarczem, miczął i transfuzją nad przestrzennej zajawki świeżego pyłu bluzgów i aksamitów. Ono przyszło. I już nie pójdzie. Ono. Natchnienie...

poniedziałek, 7 maja 2018

"Jestem zła i mnie nosi ," cytat z bloga

nosi nosi i nosi...i co zrobisz z tym noszeniem? możesz swoje emocje co najwyżej zjeść razem z lodami i przygnieść swoim coraz szerszym siedzeniem. A tak na poważnie, samo machanie pięścią - bo na uderzenie kogoś to trzeba mieć umiejętności lub pieniądze /na trening lub na odszkodowanie jeśli się zdecydujemy/ - więc to samo machanie nic nie daje. Jeżeli nie chcemy machać to bądźmy merytoryczni i skierujmy swą energię ku ośrodkom tworzenia przyjaznej rzeczywistości...czyli do ośrodków życia politycznego. Tam możemy pokazać na co nas stać i wykreować taką rzeczywistość- która zamieni nasze pięści w dwie dłonie klaszczące wiwaty i pokazujące naszą radość. No ale żeby iść do tej całej polityki to trzeba mieć charakter i mieć coś do powiedzenia.
A tak to denerwuj się osobo dalej, żryj "uspokajacze" popijaj je winem rozrobionym z wodą i nie oglądaj TV bo to teraz modne, no i się nie dziw w końcu że jest jak jest, a przecież to nie po mojej myśli. Bo ja jestem najmądrzejsza na świecie, jestem jedna ale w większości, bo z moich podatków kupuje się to wszystko co pokazują, no i w ogóle i wogle - wy mnie po prostu nie rozumiecie.
A wszystko to skryte pod uśmiechem i słyszanym codziennie "Dzień dobry, jak pięknie wyglądasz"
Pomimo tego że jedna ze stron myśli: "a znowu skłamie" , a druga "po co ona tak kłamie"

środa, 7 marca 2018

Zbrodnia doskonała

-Halo
-Halo , cześć. Jak leci? Co taki smutny?
-Dno, makabra, beznadzieja. Jestem w kropce.
-A co się znowu stało?
-No wiesz. Zaliczkę pobrałem, znaczy prawie mi wcisnęli ,a kompletnie nie mam pomysłu. Ani nic, ani troszkę.
-Luzik. Spoko. Zrobimy jak zwykle ja to robię.
-Czyli?
-No przyjdź do mnie na warsztaty nauki pisania powieści, czy jak to tam się będzie nazywać.
-No ale po co?
- Mówię ci przyjdź. Posłuchasz co ludzie mają do powiedzenia. Jakie super rzeczy przynoszą. Czasem nie nadążałem notować, aż kupiłem dyktafon.
-W sumie dobry pomysł. Ale jako "niby uczestnik" czy wykładowca?
-A w sumie z tym "niby uczestnikiem" to też dobry pomysł. Tylko pamiętaj żeby ponarzekać, zgrywać malkontenta, a jak trafi się naprawdę ktoś dobry to na koniec trzeba go wyśmiać. To załatwi sprawę raz a dobrze. Już się nigdy nie pokaże.
-Jesteś genialny!
-Wiem. Do zobaczenia. Cześć.
-Buźka. Nara.

poniedziałek, 5 marca 2018

Ja nieudana

Ja przekombinowana.
Lub całkowicie naiwna.
Pełna nadziei
Lub gasząca je w myślach.
Bojąca się ognia
Lub mieszkająca na Wenus.
Czująca krew w ustach
Lub wypluwająca swe zęby.
Kochająca za dużo
Lub nie znająca tej fali.
Ta która poczuła,
Jak lata się w chmurach.
I ta której, ktoś tam
Przypadkiem  pokazał
Dał dotknąć jakości,
Zawyżył poprzeczkę,
Wyturlał ideał,
I schował z jesienią.
Ta plus, plus z potęgą i ta na minusie.
Jak zwał z definicji, na pewno wciąż inna.
Mająca jedyną potrzebę, niedzieję.
Choć raz jeden w życiu, odłożyć lusterko.
Móc przejrzeć się w oczach.