nie odkrywaj tej planety zwanej ziemia
Odkąd mój statek kosmiczny się rozbił, stąpam twardo stopami po ziemi. Myślałem, że tutaj będzie normalnie, ale jest tak jak wszędzie. Źli trupożercy, głodne potwory, waleczna ale szlachetna mniejszość, skazana na porażkę. Cały mój los, spowija mgła niedopowiedzeń, z nagle przerwanej transmisji danych. Pliki referowanych rozkazów, analiz, i wytycznych, urwały się w połowie ich sensu. Jestem w kropce. Nie wiem jak wrócić, nie wiem jak odlecieć. Od czasu do czasu, spoglądam na moje wybawienie, zawarte w nadziei jej silnych promieni. Betelgeza. Jedyne co czuję, to jej grawitacja. Podnosi mnie, ale nie wbija w fotel. Pozwala wstać, ale jednak nie odlecieć za szybko. Kasacja wyroku, czy odroczenie egzekucji? Tego nie wiem. Szukam sponsora sposobu, który pozwoli mi naładować baterie, i uruchomić generatory mocy. Galaktyka czeka, ale czy pozwoli mi wstać? Tego jeszcze nie wiem. Rok świetlny, też się kiedyś kończy.
Komentarze
Prześlij komentarz
Proszę bez agresji.