Popularne posty

niedziela, 27 lutego 2022

Polska

 Dwa dni temu jedna dziewczyna w sklepie odzieżowym zdziwiła mnie, i w jakiś sposób zaimponowała mi mówiąc: "że ona to mogła by czołgiem kierować". I to była jej pierwsza reakcja na obecną sytuację.

"Nikt nie rodzi się żołnierzem", ale też to jacy jesteśmy w chwili strachu świadczy o tym kim jesteśmy.
"W chwili strachu właśnie jesteśmy sobą" - cytując klasyka.

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Zapraszam do Trójki. Słuchowisko byłego żołnierza GROM.

Zapraszam wszystkich do Programu Trzeciego Polskiego Radia na słuchowisko zrealizowane na podstawie scenariusza mojego autorstwa.

Pan Waldemar Modestowicz pięknie opowiada o pracy nad słuchowiskiem "Dziennik wojenny".

Oto link do audycji. Zapraszam serdecznie. Dostęp jest bezpłatny.

https://www.polskieradio24.pl/9/333/Artykul/2789035,Dziennik-wojenny-na-STT-POSLUCHAJ








wtorek, 6 kwietnia 2021

Prawie sto procent

Dawno temu - kiedyś- nie był to dobry czas, by być sobą. 

Bycie sobą nie bywa kolorowe, choć bardzo ciekawe.

W pewnym momencie dowiadujesz przypadkiem że jesteś postrzegany jako osoba "autentyczna".

Słowo klucz - warte spenetrowania w kilku źródłach.

Co by nie było to nigdy nie jest to odpowiedni czas by być poetą. Nie można nawet oczekiwać że kiedykolwiek będzie. Trzeba stwarzać szansę dla samego siebie. Tak po prostu. Pomimo gór lodowych i rozlanych rzek. Tworzyć, zastanawiać się, pisać, zapisywać. .... rozwijać się.

  Dawno temu przeczytałem złotą myśl, o i le mnie pamięć nie myli Thomasa Edisona, że talent to jeden procent dzieła - reszta to ciężka praca. Ja jestem skłonny nieco "sparafrazować" tak mądrą sentencję. Moim zdaniem najtrudniejsze jest udowodnić samemu sobie że się taki talent ma. Reszta to już tylko zasługa każdego następnego dnia. Kiedy wiemy gdzie w naszej wewnętrznej busoli jest północ, a gdzie południe. Gdzie jest góra, a gdzie zalane wodą torfowisko. 

Zdobycie takiej wiedzy (świadomości) jest najtrudniejsze i bywa bolesne, bo stawka jest bardzo wysoka. A stawka jest większa niż...

niedziela, 4 kwietnia 2021

Pierwszy tekst mojego autorstwa. Styczeń 1999


 Wakacyjny obóz - Szkoła przetrwania.

 

  Wygodny autokar wypełniony pasażerami wjechał na środek polany nad Czarną Hańczą nieopodal wsi Rygol w Puszczy Augustowskiej. Zamilkł sinik i otworzyły się drzwi. Wewnątrz śmiechy, żarty, gry gitary i młodzi ludzie, którzy przybyli tu, by wziąć udział w kursie działań specjalnych szkoły życia i przetrwania z Białegostoku.

  Do rozpakowujących plecaki podszedł na wpół rozbudzony gość, z blachami na gołej klacie i zielonym kapeluszu na głowie, po czym w kilku zdaniach wyjaśnił, że już czeka obiad, podobóz działań specjalnych z przygotowanymi kwaterami znajduje się tam i tam oraz że trzeba kogoś wystawić na wartę, po czym tak samo szybko, jak powiedział, poczłapał do namiotu z wyraźnym zamiarem kontynuowania sjesty. Kursanci, wyczuwając senną atmosferę obozu, przerywaną tylko co jakiś czas zbiórkami innych podobozów szkoleniowych, rozeszli się po terenie. Po kolacji dowiedzieli się, że kadra nie jest jeszcze w pełni gotowa do prowadzenia zajęć i że jutro z rana być może zaczną kurs, polecono więc im tylko profilaktycznie zabezpieczyć podobóz. Nocne pogawędki ciągnęły się do północy, wkrótce zamilkła gitara. Wartownicy klepnęli się pod pałatkami.

  Stało się więc to, czego oczekiwali instruktorzy kursu. Odczekali jeszcze dwie godziny, pokręcili się między śpiącymi kursantami, po czym jeden z nich, odsłoniwszy poły namiotów, zaczął bez pardonu wrzucać tam petardy. Krzyki i zamieszanie ustały, gdy umilkły wybuchy i zgasły ostatnie flary. Nocną ciszę zaczęły przerywać komendy instruktorów.

-Podobóz działań specjalnych w szeregu frontem do mnie zbiórka!!!

-Ruchy!!!

-Całość baczność!!!

-Wszelkie rangi, tytuły i pełnione funkcje ulegają zawieszeniu. Na czas trwania kursu zostanie przydzielony wam numer i jedyny stopień – kandydat na zwiadowcę. Jedynym przywilejem jest to, że możecie zrezygnować w każdej chwili. To wszystko.

-Spocznij!!!

-Na początek rewizja osobista!!!

   Do depozytu, oprócz dokumentów, pieniędzy i całej gamy używek, trafiły także świerszczyki. Po kontroli kursu pierwsze zajęcia: „Zgrywające działania nocne w terenie lesisto-bagiennym z elementami przepraw wodnych”. Po tym szkoleniu niektóre jednostki doszły do wniosku, że bardziej odpowiednim zajęciem dla nich będzie nauka rozpalania ognisk w sąsiednim podobozie survivalowym.

  Poranek rozpoczął się wydaniem niezbędnego wyposażenia przyszłego zwiadowcy: skupiacza myśli z osobistym numerem identyfikacyjnym oraz maski pgaz., która przez cały czas trwania obozu była najlepszym przyjacielem kursanta i nieraz zapewniała stały dopływ powietrza w przypadku nagłego zanieczyszczenia środowiska działania. Test WF i dalsze rozpoznanie terenu czołgiem uzmysłowiło następnym kandydatom ich pierwszą pomyłkę, gdy pobierali karty na obóz. Dni kursu w zasadzie nie różniły się od siebie. Biegi, teoretyczne wykłady i pływanie przerywane były tylko posiłkami.

  Wszystko po to, by już na początku wykruszyć elementy słabe i nie nadające się do profesjonalnego działania. Wtedy dopiero pełną parą ruszyło szkolenie z zakresu technik rozpoznania, walki wręcz, strzelectwa, topografii, walki w terenie zurbanizowanym, wspinaczki, paintaballu, samarytanki, podstaw płetwonurkowania, bronioznastwa, teorii wojskowości, i całej gamy tematów związanych ze skutecznymi formami prowadzenia działań specjalnych. Kursanci przez cały czas trwania obozu wykazywali się swymi nowo nabytymi umiejętnościami, dowodząc grupami specjalnymi i wykonując powierzone zadania, zaliczając zarówno testy sprawnościowe, jak i te, które miały na celu zwiększenie ich odporności psychicznej.

   Noclegi  w lesie bez munduru i niezbędnego sprzętu czy bytowanie w tratwie ratunkowej na wodzie, pomimo że odbywały się w bezpośrednim sąsiedztwie obozu, znakomicie urealniały prowadzone ćwiczenia.

  Szalone tempo kursu dawało o sobie znać wraz ze zwiększającą się liczbą kontuzji, a przypadkowe odkrycie u jednego z kursantów ukrywanych ran wymagających natychmiastowej opieki lekarskiej zmusiło organizatorów do kontrolowania kursantów niemal na każdym kroku.

 Zwieńczeniem intensywnego, blisko 2-tygodniowego szkolenia były ostatnie dni, będące końcową selekcją kandydatów. Działania rozpoczęli jako grupa cywili, a dopiero po nawiązaniu kontaktu z łącznikami i pobraniu ze skrytek materiałowych niezbędnego wyposażenia rozpoczęli aktywniejsze działania polegające na skrytym rozpoznaniu obiektów czy likwidacji nakazanych celów.

  Do końca niezwykle wyczerpującego obozu dotarło 50% stanu początkowego, w tym również dziewczęta, które okazały się często wytrzymalsze od swoich kolegów. Doskonałym przykładem ich determinacji i chęci ukończenia kursu było to, że nie zawahały się nawet własnoręcznie zabić kury na obiad, co jest nie lada wyczynem, na który nie każdy potrafi się zdobyć.

  Tegoroczny obóz (trwający od 15 do 30 lipca) zapewnił uczestnikom zajęcia na wysokim poziomie zarówno dzięki obecności instruktora walki wręcz z Białostockiego Ośrodka Japońskich Sztuk Walki Shobukai, jak i kadry szkoły życia i przetrwania w Białymstoku, czuwającej nad prawidłowym przebiegiem szkolenia.

  Nowe doświadczenia z pewnością odbiją się na przyszłorocznym kursie, do którego już rozpoczęły się przygotowania.

 

Autor tekstu: Michał Andruk

Tekst ukazał się w miesięczniku „Komandos” w styczniu 1999 roku.

 

 

wtorek, 30 marca 2021

COVID

 W pogoni za Covidem stawką jest zwycięstwo. Z tym że goniąc jego ślad oznaczony wynikami testów- wciąż widzimy tylko jego cień. To gdzie w tym momencie znajduje się jego fala, będziemy wiedzieć licząc jutrzejsze statystki. 

W walce z żywiołem wirusa nie można biec za nim jak pies. Ta metoda nigdy się nie sprawdzi.Wciąż będzie tylko to jego trop. Tu trzeba pomysłu jak go zaskoczyć. Jak znaleźć się w miejscu gdzie choroba będzie za kilka miesięcy. Czekać tam na niego z naostrzonym intelektem, pomysłami i technologią.

Dyscyplina i konsekwencja pozwolą nadać walce nowe brzmienie. 

Doskonalsza szczepionka? 

Nagły zastrzyk dobrze wyszkolonych ludzi po błyskawicznych kursach medycznych? 

Genialne i nowe zasady organizacji? 

A może suma tych wszystkich nowości? 

Pytania pozostają otwarte.

Co by to nie było i jakie działania by nie zostały podjęte, muszą to być konkretne ruchy. Ruchy przewidujące gdzie wirus będzie za jakiś czas. Tam trzeba na niego czekać i zdusić w zarodku jego kolejny atak lub nową mutację. 

A może po prostu geniuszem organizacji zrobić tak - by się cofnął. Wysechł? Wyparował nie mając dokąd iść dalej...

Zanudził się swoją własną obecnością na...

piątek, 12 marca 2021

;)

Czujesz?

Już jesteś blisko.

Jeszcze troszkę boli, ale to już nie potrwa długo.

Jeszcze coś plącze się między zgłoskami myśli, ale wiesz intuicyjnie że to minie.

Jeszcze moment i przestaniesz się martwić. 

Jeszcze chwila i to co konieczne, nie będzie już kompletnie potrzebne.

Jeszcze tylko troszkę zaciśniętych zębów, potu, łez i braku logiki.

Co prawda zdrowy rozsądek szepcze do ucha jakieś niezrozumiałe porady, ale chęć jest silniejsza.

Jeszcze tylko kilka chwil niezrozumienia, i wszystko stanie się jasne w swojej cudownej ciemności.

Oddech powoli staje się wyrównany, a zmęczenie odchodzi w zbawczą niepamięć mięśniową.

Za chwile wszystko stanie się tak proste i uzasadnione szaleństwem ekstazy.

Jeszcze tylko chwila i twoje potężne czarne źrenice staną się tak duże, jak nigdy wcześniej.

Zaraz będzie już lekko i przyjemnie.

Za moment ją przekroczysz.

Tak. To już ostatnie metry.

Już czujesz jej zbawczy chłód.

Tak. To ona.

Tak ciężko było tu się dostać, ale oto i ona.

Ta zagadkowa i pociągająca swoją mylącą zmysły osobliwością.

Tak po prostu ona...


Granica głupoty.