Popularne posty

czwartek, 5 października 2017

Sztachetą w płot

Zbierając sztachety słów walające się po przestrzeni dnia, której wibracje wyłapują moje zmysły, czasem wolał bym być chociaż troszkę głupszy.
Stare dziecinne przysłowie powtarzane jak mantra na korytarzu brzmiało: "pierwsze słowo do dziennika - drugie do śmietnika". No i po kilku dekadach infiltracji życia dochodzę do wniosku że jest to po prostu jakaś tam dowolna ludowa interpretacja jednej z wielu teorii Freuda. Bo wszelakie
przejęzyczenia, puszczone bez hamulców pełne zdania, i inne luźne zawijasy słów duszy, które wylatują chcący lub niechcący z ust mówią o nas same za siebie.
Wylatują szybko. A potem dłuższą postojówką komitetu osiedlowego, czy innej kilkuosobowej zbieraniny są usilnie prostowane. Prostowane lub zaginane celowo tak, by wybielić się z czarnego lub zaczernić całą biel wylaną może nawet i mrugnięciem oka.
 I pomyśleć że cały ten krótki monolog wywołało u mnie jedno rzucone w drzwiach zdanie:"z przyzwyczajenia wzięłam więcej".
Jak je odczytać? Czy tak że ktoś lubi bardziej słone, mocniej kwaśne, czy extra ostre?
Czy może po prostu że jak jest czegoś więcej, czy za pół darmo, to trzeba brać ile wlezie. Nawet jeśli przy wiosennych porządkach trzeba będzie wyrzucić do kosza, bo nam się zemdliło jeszcze szybciej niż upłynął termin ważności.
Oczywiście to tylko teoria, ale odkąd z kupy śniegu pod moim domem, w środku zimy ktoś zabrał sobie łopatę do jego odgarniania /pomimo że była stara/, to ja już chyba zawsze będę szukał drugiego dna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.