Popularne posty

niedziela, 27 sierpnia 2017

Przeinspirowany

  Budząc się rano nie spieszę z otwarciem oczu, o ile budzik mi na to pozwoli. Najczęściej wybieram opcję "sen plus". Dlaczego tak? Bo staram się zebrać myśli, przeanalizować i zatrzymać w mojej dziennej podręcznej pamięci przekazy snów, które jeszcze nie uciekają, a są do tego gotowe jeśli za szybko ucieknę w dzień.
Sny się przydają. Nawet bardzo. Oczywiście i te miłe, i te niezbyt. Dusza układa nam misterne szarady przekazów, które mają wzbudzić naszą wyobraźnię, rozsiać fotele refleksji w naszej głowie i często rozświetlić ścieżkę podejścia. Oczywiście sennik w internecie ułatwia interpretacje.
  Sny mogą być inspiracją, mogą dać impuls do działania. Przykładem dla rzeszy osób negujących ich moc, może być Igor Sikorski. Konstruktor helikoptera /czy jak kto woli śmigłowca/, on sam wypowiadał się że koncepcja idei jego konstrukcji przyszła we śnie. Wykorzystał po prostu research własnego mózgu, a że jego ojciec był wybitnym psychiatrą, to zapewne otoczenie które go wychowało skłaniało do zrozumienia siebie.
Sny inspirują, książki inspirują, ludzie inspirują, internet inspiruje. No a jeśli do tego dodać przyrodę to mieszanka wybuchowa jest gotowa.
Przeinspirowanie to  niebezpieczny stan, kiedy do generowania dróg rozwoju napędza nas cała masa bodźców. Mnie inspiruje nawet reklama łożysk kulkowych, o papierosie nie wspominając.
Sami widzimy dziesiątki możliwości, a ręce mamy tylko dwie i doba ma 24 godziny. Co więc wybrać? Którędy pojechać własnym motorem możliwości rozwoju?
Najgorsze kiedy nasza własna moc usadza we własnym fotelu pilota odrzutowca naszych marzeń.
Chcemy robić wszystko na raz, a nie da się. Więc trzeba znaleźć łącznik który wykorzysta to wszystko. Niektórych takie poszukiwanie łącznika kładzie na kozetkę. Aczkolwiek, moim zdaniem: "nie ma nienormalnych". Są tylko błędnie zdiagnozowani. A leczone są przeważnie objawy, nie przyczyna. Skutkiem czego są dziesiątki "zombie" chodzących z tabsami lub głową pełną zaprzeczeń. Uleczeni autorytetem bieli posypanej solą sugestii.
A to że nawet największe gówno można przekuć w sukces, udowodniły mi dwie rzeczy.
Pierwsza: kiedy na Allegro sprzedałem rozbite lusterko do auta, a za otrzymane pieniądze kupiłem sobie nowe, sprawne i jeszcze mi zostało.
No i druga: dawno, dawno temu wojsko sikało na komendę /zapewne do wiader/. A dlaczego? Bowiem z moczu pozyskiwano fosfor, na którego wyprodukowanie w warunkach laboratoryjnych nie pozwalała jeszcze technologia. Więc ktoś kto miał pozycję i możliwości wykorzystał naturalne procesy do produkcji masowej.
Pieniądze płynęły więc słomkowym strumykiem pułków. Stojącymi w kolejce do wiadra, karnymi szeregami siepaczy, podwalin przemysłu chemicznego
Bowiem pieniądze nie leżą na ulicy- ulica jest nimi wyłożona. Trzeba tylko zrobić mały "update", w naszej głowie, żeby je zobaczyć.


2 komentarze:

  1. Halo, ja chcę więcej! :))) Gdzie są posty!? :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. a to już wszystkie przeczytane? :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę bez agresji.