Popularne posty

czwartek, 20 lipca 2017

Zaufanie

Zaufanie raz stracone, wzrośnie znowu lecz jego korzeń zawsze będzie z blizną.
Blizną wyrwania, zmieszania z wapnem na budowie życia, po prostu naruszone.
Korzeń został wyrwany i przesadzony na nowy grunt.
Ale czy lepszy grunt ?
To czas odpowie na ten pytajnik życia.

Zaufanie to kamyk który nosimy pod płaszczem.
Jest ogrzewany i swoim, i czyimś ciepłem, jeśli uchylimy poły płaszcza.
Po prostu tak jest i nie zwracamy na niego uwagi.
Taka naturalna kolej rzeczy.
Kamyk i już.
Ogrzewany kamyk rośnie, lecz traci na swej wadze. Dziwne zjawisko.

Ale jeśli ktoś go skradnie, to paradoksalnie, tak jakby przywiązał powrozem zdrady do szyi i pchnął w czeluść studni.
Pozbawiony ciepła kamyk, z kolei nie zmniejsza swych rozmiarów - jedynie jego ciężar rośnie wraz ze spadkiem temperatury.
A studnia jest zimna.

Lecąc z nim w dół, czasem nawet go wyprzedzimy, pomimo że jest coraz cięższy.
I tylko po to żeby spadł nam za moment na głowę, kiedy my już leżymy plackiem na dnie tej głębi. Najgorsze że dno tej studni było niesamowicie iluzoryczne - woda była tylko po kostki.
Nawet nie złagodziła upadku.
Dobrze że pod jej lustrem nie walało się jakieś żelastwo z wojny.

Mam scyzoryk, więc odetnę powróz, a kamyk wsadzę odruchowo w kieszeń płaszcza i jakoś zapierając się o ściany wylezę do światła.
Choć było już widać gwiazdy. Taka studnia była głęboka.
Tylko że gdy już wygramolę się ze studni, to okazuje się że kamień jest dziwnym trafem, dwa razy cięższy.
Naciągnął wody, zimna i zmagazynował ciemność.
Nie dosyć że urósł latami, jak się okazało, niepotrzebnie.
To do togo waży jak z ołowiu.
Dobrze że nie poparzył mnie tym podwójnie zmagazynowanym ciepłem.
To ciepło w nim jest, ale w jego wnętrzu. W jądrze tej mini-skały.
Naprawdę potrzeba dużo chemii żeby wydostać to ciepło.

Przy wyjściu ze studni, ktoś nam podaje dłoń i z uśmiechem pomaga wyjść.

Może mu zaufać i pozwolić ogrzać ten kamień życia?
Nie będzie nigdy bardziej lekki, ale lżej będzie się go niosło.
Na pewno by ważył ćwierć obecnej wagi...
Nie wiem...
Chyba lepiej założę grubsze ubranie żeby ten pomocnik nie miał za dużo do czynienia nawet z cieniem mojego  kamyka.
Bo jeśli spadnę następnym razem, to ten kamień akurat skutecznie rozbije mi głowę.
A jeśli nawet uchylę się przed jego ciężarem, to tym razem powróz będzie zbyt gruby na mój scyzoryk.
A kamień tak potężny w swej masie że nie wyjdę z tej studni już nigdy.

Czy warto zaryzykować ? I kolejny raz dać kamień do ogrzania?
Nie wiem, naprawdę nie wiem.
Najłatwiej chyba trzymać kamień w plecaku, a na sobie grubą puchową kurtkę.
Tak na wszelki wypadek.

Może jeszcze założyć kłódkę na plecak?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.