Popularne posty

piątek, 7 lipca 2017

Zasadzka /1939/

Ten po lewej błyskawicznie zmienił się w zapałkę sztormową, eksplodującą żarem, którego blask wpierw spostrzegłem na zegarach kokpitu a za moment poczułem na własnej twarzy.
Z kolei lecący po prawej stronie, nagle z nieprawdopodobnym przyspieszeniem  wzniósł się w górę, jednocześnie zwalniając cały ładunek z pod własnych skrzydeł.
Co się dzieje?
Co to za kolorowe korale omiatają moje skrzydła nie mogąc jeszcze ich drasnąć?
Wszystko to trwało sekundy przed zrzuceniem ładunku na wrogą jazdę którą mieliśmy zniszczyć.
Radio zwariowało, by po głuchym uderzeniu w mój kadłub nagle zamilknąć.
Błyski i świecące strumienie  rozbiły naszą formację w kilka chwil.
Ten kto przeżył pierwszy ogień, natychmiast zmienił swoje położenie w powietrzu by zniknąć z celownika artylerzysty.
Zrzucam na oślep ładunek bomb i daję ostrego nurka w dół, by za kilka chwil dostrzec mrugającą ścianę lasu.
To tam zaczaiła się ich obrona przeciwlotnicza...
Wpadliśmy w ich plan jak dzieci.
Ubezpieczyli swoje zaskoczenie zniszczeniem okopanych dział, po czym zaczęli zwiewać tam gdzie mają parasole ochronne wszelakiej maści przygotowanych i dobrze ukrytych działek.

Kręcę głową jak szalony żeby nie wpaść przypadkiem na maszynę jakiegoś kolegi, który wpadł na ten sam pomysł wydostania się z opresji co i ja.
Czuję bez przerwy głuche uderzenia pocisków, bijących o kadłub mojego ptaka.
Oby nie uszkodziły czegoś ważnego.
Patrzę przez celownik na ścianę lasu i odruchowo wciskam spust karabinu, żeby drogo sprzedać swą skórę.
Trafię, nie trafię, a coś im namieszam.
Siekę tak, aż zmuszony jestem uciekać przed niechybnym zderzeniem z dębami.
Jeszcze moment i oderwiemy się od ich ognia.

Unoszę maszynę ponad drzewa dokładnie w miejscu gdzie wpakowałem większość swojego zapasu amunicji i widzę potężny czerwony rozbłysk pod skrzydłami.
Musiałem jednak w coś trafić !
Nie zapomniałem też o manewrze który umożliwi strzelcowi spokojny wgląd w teren poniżej niezbędny do wysłania całego magazynka  pozdrowień.
Seria strzelca urywa się po sekundzie i widzę w zegarach czerwony blask dochodzący z tyłu kadłuba mojej maszyny szturmowej.
 - Dostaliśmy !
Szybko. Trzeba zorientować się w położeniu, i być może przygotować do awaryjnego lądowania.
- A co z moim parterem?
Zapięte pasy utrudniają ruchy i odwracam się z wysiłkiem.
Za chwilę już wiem że lądowania awaryjnego nie będzie.
Kątem oka widzę nieruchomą postać strzelca pokładowego z żarzącą się czerwoną flarą zamiast jego twarzy.


Kilkaset metrów niżej i dalej...

Ogniomistrz klnie jak szewc, próbując gasić pożar gałęzią świerku.

- Cholera jasna ! Co za bałwan załadował taczankę benzyną, i ją tu zostawił ?
- Co za mistrz świata, na kanistry z paliwem, postawił skrzynki z czerwonymi nabojami do pistoletu sygnałowego ?
- Sylwestra tu chcieliście urządzać?
- Całe szczęście że to wybuchło w górę!
- Partacze!
- Nieroby!
- Gasić to piaskiem!
- Prędko, w try miga !
- Cała wojna z wariatami. Jak cię nie zbombardują, to wysadzą w powietrze...
- Cymbały !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.