Popularne posty

czwartek, 6 lipca 2017

Szturmowiec. /1939/


 Silnik wyje nieumiarkowanym apetytem na wysokooktanowe paliwo.
Strzelec pokładowy wierci się regularnie na swoim siedzisku co daje wyczuć drążek lekkimi drganiami. Przyrządy sterowania wyłapują wszelką aktywność z powierzchni całej maszyny...
Może to irytować mniej doświadczonych pilotów. Ale nie mnie.
Co prawda powinien  zmienić kombinezon lub  zrzucić kilka kilogramów, żeby skuteczniej manewrować w swoim podniebnym bunkrze, ale jest dobry. Nawet bardzo.
Więc robi co chce i ubiera jak chce, a  każdy z pilotów wybacza mu te jego specyficzne wybryki i spoglądanie na wszelkie strony.
Jego lekkie sugestie przekazywane wszelkimi sposobami też są cenne. Nie mam oczu z tyłu głowy. Częstotliwość radiowa naszej formacji nie zawsze zdąży wykrzyczeć ostrzeżenia.
Interkom komunikacji pokładowej nie działa. Niestety przestrzeliny wrogiego działka zrobiły swoje, a nowej instalacji jakoś nie ma kiedy zamontować. Dziś musimy improwizować.
Co prawda można było zameldować o defekcie, lecz wykluczyło by to nas z akcji.
A siedzieć w bazie nie chce nikt.
Zwłaszcza kiedy przeciwnik dogorywa i można jeszcze coś uszczknąć z tortu viktorii.

Trawa zaczyna kłuć w oczy, a sosny stają się co i raz niebezpiecznie duże.
Niski lot jest ryzykowny ale piekielnie skuteczny.
Zaraz wyskoczymy na wrogi zagon który skoncentrowany jest we wskazanym przez rozpoznanie rejonie.

Niestety dym na horyzoncie i skrzeczenie radiostacji zapowiada zmianę planów i bardziej skomplikowany atak niż ten planowany.
Nie będziemy kręcić kółek i rzucać dynamitu ognia na las. Czeka nas coś innego.

Formacja zaczyna zmieniać kształt i już za chwilę przybiera formę dedykowaną do walki z przeciwnikiem który jest w ruchu.

Na dole rozkwitają rozbite tabory, leżące ciała i rozrzucone po dużym obszarze końskie truchła.
Tu jeszcze kilkanaście minut temu była bitwa.
Dym i ogień wciąż okrasza to pobojowisko.
Gdzieniegdzie błyska rakieta w umówionym kolorze dla dzisiejszego dnia.
Tak. Te okopy są naszych towarzyszy,
Dla jednych jesteśmy za późno, a dla innych zdecydowanie za wcześnie.

Nabieram nieco wysokości słuchając pilnie radiowych komunikatów, i za chwilę widzę w oddali rzekę kilkuset koni mknących ku zbawiennej linii lasu.

Nasza formacja będzie atakować jednocześnie, rozwijając się w równą linię.
To będzie egzekucja.
Pierwszą falą wyślemy bomby, a następnym podejściem dokończymy dzieła przemienienia w miazgę z pomocą naszych maszynek do mięsa, które skutecznie zatrzymają niedobitki.

Reguluję obroty silnika, ustawiam klapy w położenie bojowe, i skupiam na podziałce celownika w kokpicie.
Za moment uwolnię bestie podwieszone pod moim brzuchem i skrzydłami.

Strzelec daje już mi sygnały żebym pamiętał o ustawieniu po ataku.
Mam tak skorygować lot i ustawić się względem celu żeby on mógł spokojnie wystrzelać cały magazynek w pobojowisko.

Jest niepoprawny.
Jak on potem rozpisze w książce ewidencji zużytą amunicję ?

Przecież nie atakują nas myśliwce.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.