Popularne posty

niedziela, 16 lipca 2017

Rekwizycja żywności. 1944

 Partyzancka baza.
 Bagniste ostępy podlaskiej puszczy.
 Poranna zbiórka partyzantów.
 Nie ważne są litery na tle biało-czerwonej opaski.
 Skupmy się na jej kolorze, 
 Może choć na chwilę...

Dowódca grzmi.
- Nic mnie to nie obchodzi że wczoraj przeszliście od tych torów pięćdziesiąt kilometrów, bo
jakbyście zaczekali na następny pociąg co jechał tylko z zaopatrzeniem, jak gadali kolejarze w knajpie dwa dni temu, to nie było by teraz sprawy.
Poprawia go zastępca.
- A wam się strzelać, zachciało. Dobrze że tamci nie zdążyli wyleźć z tych wagonów, bo by was wytłukli.
I teraz już sieką naprzemiennie.
Bez złości, ale bardzo rzeczowo i dosadnie.
- Na stacji mówili potem, że tam jechał cały batalion chłopa na front, a wy mieliście wysadzać tory pod pociągiem z dwiema lokomotywami, a nie z jedną lokomotywą !
- Nie słuchaliście, to macie teraz robotę. Sio na patrol, i nie marudzić.
- Usaria się znalazła. Lisowczyki.
- I trzeba było samemu trzymać mapnik, a nie dawać Felkowi do noszenia żeby się dzieciak ważny poczuł, bo wam było za niewygodnie.
- Wygodnisie. Dzięcioły jedne. Gówniarz się zgubił, a wy łaziliście w kółko po lesie jak te mrówki.
Chociaż one to chyba mądrzejsze od tej waszej zgrai.
Pluton pospuszczał tylko głowy.
Zmęczenie to jedno, a gromy z ust dwóch liderów to już kamień na karku.

Zbiórka krzycząca zarzutami, zmienia się płynnie w nowe wytyczne kadruni. Jak zwą pieszczotliwie ten duet dowódczo-organizacyjny, ich podkomendni.
- Mają być jajka, słonina, cukier niekoniecznie. A i mleka przynieście, więc warto mieć z sobą trochę pustych butelek, albo chociaż wiadro.
- Macie wyglądać bojowo i zawadiacko. Jak prawdziwe wojsko -poprawia jeden drugiego.
- No i Walczak, pościągać mi ten rzemień z zawieszoną kaburą po tych zatłuczonym kamieniami policjancie. I tak nosicie tam w środku zapasowe naboje, a nie parabelkę.
Duet ciągnie dalej punktację po całości.
- Parabelkę to mu pewnie zawineli w knajpie, no i tylko dlatego dał się wam podejść, bo w środku miał kartofel, a nie pistolet. Chodzicie się tylko i popisujecie.

Strzały dowódcy są celne. Niestety, jak zawsze.
Alfa i omega jadą dalej po dzielnych wojakach.
Jeden mocniej od drugiego.
- Raz, dwa i do wioski po żywność dla oddziału. Tylko nic po drodze mi nie zjeść. Do roboty.
- I to jest rozkaz ! Zaopatrzenie dla wojska organizujecie.
- I jak mi który wypije choć szklankę gorzałki, to.... - groźba dyrygenta ucina się zanim wypłynęła z gardła.
- Zresztą nie radzę, a odpowiedzialnym za wszystko czynię was Walczak. Wysadzaliście wczoraj. To dzisiaj po dowodzicie sobie też. -zastępca dobija biednego żołnierzyka.
- No i koszyki weźcie. Ale schowajcie je w krzakach przed wioską, żeby cyrku nie było, że chodzicie jak te babiny na jarmark.
- Spocznij ! - kończy zastępca.

Szybka wymiana broni. Pożyczenie sobie nowych butów i lepszych mundurów.
Jeden daje rogatywkę, a drugi zakłada na siebie taśmy z amunicją.
Co prawda karabinu maszynowego nie biorą, bo za ciężki, ale takie taśmy dodają groźnego wyglądu.
Wszyscy ogoleni, wypastowani, wymyci i wypięknieni.

Dwie godziny łażenia i zaraz widać strzechy.
Spokój, cisza.
Psy nie szczekają bo od dawna okupant zabronił ich trzymać.

Pluton wsypuje w środek wsi, zaraz od pola za stodołą.
Mija kupę słomy.
Chyłkiem śmiga między jabłonkami.
Wzajemne ubezpieczenie.
Czujne palce tuż przy spustach broni.
Każdy szuka sobie zajęcia i gdzieś tam spogląda bronią, żeby tylko nie być pierwszemu przy chałupie.
Oczywiście wiadomo, że najgorszą robotę będzie miał obwieszony taśmami Walczak.

Podchodzi do domostwa. Omija łukiem drzwi. Wybiera drugą z kolei okiennicę i głośno stuka.
Karabin przy biodrze.
Poważne spojrzenie.

Okiennica się rozpościera, a tam młoda kobieta w chustce na głowie i dzieckiem na ręku. .
Oboje patrzą na siebie ze zdziwieniem.
Ona lekko z góry, z okna, a on stojąc na przydomowych kocich łbach.

- Pani kochana, dajcie choć kilka jajeczek. Nie jedlim my od wczoraj. No, prosim my was bardzo.

Stojący na ubezpieczeniu pod jabłonką, z rozpylaczem pod pachą, mało nie upadł.
Odwrócił się tylko na pięcie i zacisnął zęby na kołnierzu bluzy mundurowej, żeby opanować śmiech.
Łzy same napłynęły mu do oczu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.