Popularne posty

niedziela, 16 lipca 2017

Partyzany. 1944 / text po tuningu

Stoją i dymią, leżą i sapią.
Wykolejony skład pociągu leży bezładnie na skraju lasu, zaraz poniżej nasypu kolejowego.
Karabin maszynowy tylko na to czekał i zaczyna wlepiać mandaty wszelakiej maści pasażerom, którzy przeżyli brutalny zjazd z torowiska.
Mają tylko jedną, kilkuset nabojową taśmę  amunicyjną.
Zlepili ją w całość ze zdobycznych, krótkich odcinków taśm i znalezionych gdzieś na pobojowiskach zagubionych naboi.
Wygrzebali tu i tam te ogniwa śmierci, żeby spokojnie wypruć je, w te unieruchomione stado mamutów.

"Armia regularna ma zaopatrzenie państwowe, a partyzantka ma zaopatrzenie zdobyte na wrogim państwie.
Jeśli masz radiostację - masz zrzuty. A jeśli jej nie masz, to musisz rzucać celnie granatami żeby coś zrzucić z unieruchomionej tym rzutem, wrogiej ciężarówki z zaopatrzeniem.
Oczywiście wpierw trzeba wykosić obstawę, i to tak szybko, żeby nawet nie zdążyła pomyśleć o sięgnięciu po broń.
Wojna totalna improwizacji.
Mapa znaków taktycznych pisana patykiem na piasku.
Wy tam, my tu. Oni jadą, my walimy. Jak leżą to biegniemy. Robimy to szybko, bo zaraz przyjdzie im ktoś z odsieczą.
Jeśli jest furmanka to wrzucamy na nią wszystko. Jeśli jej nie ma to ładujemy na plecy.
Resztę spalić, i w te pędy, chodu.
W innym kierunku niż nasza baza.
Nigdy drogami, zawsze szarówką. Po bagnach, mokradłach lub rzeką na kawałku tratwy."

Taśma została zjedzona przez karabin maszynowy, tak samo szybko jak wykoleił się pędzący pociąg.
Całej nie można było zużyć bo mogą ich gonić, i wtedy też trzeba będzie walczyć.
Ale wtedy już o własne życie.
Kto ma dobry karabin i widzi coś wartego uwagi, też próbuje szczęścia w tym odstrzale bizonów.
Ale już za chwilę druga strona  zaczyna się organizować, i ktoś mądry zaczyna rzucać granaty, by zniechęcić potencjalnych poszukiwaczy skarbów z rozbitego taboru.
Daje się słyszeć okrzyki dowodzenia.

Pora więc na odwrót, nim tamci wygrzebią się z ruin, i zorganizują kontratak.
Czujne oko polowego dowódcy wyłapuje nagły zwrot akcji, która już za moment może przerodzić się w nierówny bój .
Szybka komenda zawadiaki w rogatywce rozchodzi się stłumionym echem.
 - Dalej, zbierać się! Za dwie minuty zwijają się ubezpieczenia !
Jest podawana z ust do ust po skraju lasu, obsadzonym mieszaniną karabinów, samopałów, pepesz i wszystkiego innego co może zabić wroga.

Dwa tchnienia i już ich nie ma.
Najgorsze przed nimi.
Trzydzieści kilometrów marszu z bronią. A może biegu i walki ?
Podwodami przez bagna i lasem na przełaj przecież jechać się nie da.
Ale im dali popalić.
Pełen sukces.
Ktoś w biegu nagle dostaje olśnienia.

- Cholera jasna, a gdzie ten Felek ?

Dostał pistolet, i miał trzymać pod lufą koryto rzeczki, żeby ktoś tamtędy nie podlazł jeśli wpadnie tam wagon.
A wycofać się miał dwie minuty po zamilknięciu  karabinu maszynowego strzelającego w wagony i umundurowanych uciekinierów na nasypie.
No już jaśniej wytłumaczyć chyba się nie dało.
Znajdzie się.
Może jest już gdzieś z przodu. żeby oddać mapnik przewodnikowi.
Zresztą. To jego pierwsza akcja. Pewnie ma pietra.
Te małolaty.
.....................

Cztery godziny później.
Pobliskie miasteczko będące pod kontrolą okupanta.
Dawna szkoła, zaadoptowana na koszary.
Kancelaria.
Telefon zaczyna wariować, i nawet nikt nie czeka na trzeci dzwonek żeby go odebrać.
Podoficer mało nie połamał nóg na wypastowanej podłodze.
Biegł jak opętany. Byle tylko najszybciej odebrać czarne monstrum wyjące na biurku.

- Halo?
- Co tam u was znowu w tej Awissie* ? zaskrzypiał stary lis.
- Tak, tak jest. Melduję się Panie majorze. Był atak.
- Wykolejony skład kolejowy w drodze na front, jak myślę?
- Zgadza się, no zaskoczyli ich.
- Jakieś straty ?
- Dwudziestu zabitych żołnierzy od ognia i pięćdziesięciu rannych w wyniku ostrzału partyza... , znaczy bandytów, oraz samego wypadku spowodowanego wysadzeniem torowiska.
- Tak..... Akcja odwetowa zostanie przeprowadzona już jutro, cooo ?
- Tak jest.
- Dwie najbliższe wioski?
- Oczywiście. Kobiety także.
- A bandyci ?
- Tak, jednego złapaliśmy. Był ranny w nogi. Dosyć młody. Próbował wyciągać skrzynię amunicyjną z przewróconego wagonu. Miał pistolet. Ale bez amunicji. Skończyła mu się. Miał tylko jeden magazynek.
- No i co tam, z nim ?
- Melduję, był sam. Podszedł korytem cieku wodnego, który przepływa pod nasypem kolejowym. Skrzynki z amunicją spadły mu na nogi, kiedy wyciągał jedną z nich przez uszkodzoną ścianę leżącego wagonu.
- To ładować go zaraz na jakąś furmankę i jazda do nas !
- Nie. No, niestety nie można go dowieźć na przesłuchanie.
- Zabity?
- Tak jest! Znaczy, zastrzelony przy próbie ucieczki !
- Z wami to tak zawsze. stary major nawet nie krył zawodu
- Tak jest, no nie nasza wina..
- Dobra, już wiem co trzeba. Cześć! Aaa, halo! Tylko chociaż tam wszystko przeszukajcie. Łusek poszukać do sprawdzenia, z czego oni tam strzelali. Nooo, do roboty. Acha, a tego zastrzelonego dajcie do nas mimo wszystko. Zrobi mu się jakieś oględziny, zdjęcia, ooo... i sekcje może. Porządek musi być. Czołem!


*Bołdyn – powieść Jerzego Putramenta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.