Popularne posty

piątek, 14 lipca 2017

Na bagnety. 1939 /text po tuningu

 Kiedy pomysły na przekleństwa się kończą, a ich moc sprawcza osiąga już tylko poziom myślenia życzeniowego, znaczy że jest źle.
Pora więc znaleźć w odmętach prawie pustej ładownicy ostatnią pełną łódkę załadowaną nabojami.
Dmuchnąć w nią nawet gdy jest czysta, tak na spokój głowy.
Po czym, spokojnym ruchem, podać na ostatni posiłek swojemu smokowi o drewnianym ogonie, żeby miał czym wskrzesić ogień ze swojej stalowej paszczy, zwanej przez żołnierzy po prostu lufą.
Strzelisz tak jeszcze razy kilka w jakieś miejsca gdzie widzisz hełmy lub coś wartego ognia i leżysz czy klęczysz za ukryciem, czekając na rozkazy.
Oczywiście ty nie jesteś jedyny, bo cały twój oddział walczy.
Jeśli ktoś ma więcej amunicji to tylko dla tego że wydarł ją przypadkiem z oporządzenia zabitego towarzysza broni.
Czasem oddają też sami ranni, kiedy ostatnich sił im braknie na walkę
Meldunki są minusami a rozkazy plusami w tej instalacji elektrycznej naszego pokoju wojny.
Całość jak prąd pływa po linii walczących żeby na koniec końców wygenerować iskrę decyzji tam gdzie dwa przewody się łączą. Czyli u dowódcy.
Ten lokalny władca już wie, że jedynym panaceum na dolegliwość beznadziejnej sytuacji jest frontalny atak z ostrzem osadzonym przy brzegu lufy.
Taka stara świecka, wojskowa tradycja.
I czas rozpocząć jej akty.
Młody, elegancki i zasadami rozpoczyna dyrygowanie swoim smyczkiem:
- Bagnet na broń ! krótko,treściwie i donośnie.
Po tej komendzie każdy wie że żarty się skończyły.

Strzelać sobie może i mniejszy i większy, silny i sprytny. Inteligent i człowiek z gminu ma w miarę równe szanse. Wszyscy posługują się wszak techniką, a jedyna siła której potrzebujemy przy strzelaniu, to ta pochodząca z palca wskazującego. Oczywiście upraszczając schemat ponieważ żeby donieść broń na miejsce walki też trzeba coś z siebie dać.

Kiedy padnie ów sygnał,  wiesz że teraz liczą się tylko dwie rzeczy.
Szczęście i siła.
Szczęście by dobiec, nie będąc trafionym, a siła by walczyć.
Tam, w starciu twarzą w twarz nie będzie negocjacji i żadnych rozmówek.
Będzie się tylko lała krew i pękały kości. 
Tam facet zmierzy się z mężczyzną.
Sam ze sobą. I my z nimi.

Już za chwilę mięśnie ruszą do wyścigu i tylko czekasz na to by stać się stadem wilków które z jednym ostrym kłem pomkną tracąc zmysły lecz nie gubiąc ducha.

Leżycie.
Niepewność odcinają wzajemne spojrzenia.

- Przygotować granaty ! to już żółte światło.

Za daleko na skuteczny rzut, ale dowódca przypomina by mieć to jajko niespodziankę zawsze tam gdzie trzeba.

To już sekundy.

Podkurczam kolana, by się dobrze wybić z piasku.

- Do ataku! Naprzód! zielona łuna komendy wypycha nas z pozycji.

- Huraaaaaaaaa ! ten okrzyk łączy nas już w jedno.

Staję szybko do biegu, obniżając ramiona, pochylając głowę i robiąc wszystko by być niezauważalnym sprinterem wyścigu wojny.

Nogi już same pracują jak szalone.

Zaraz mi coś błyska w głowie.
Wiem  że czegoś zapomniałem...

Aaa tak....
Miałem się przeżegnać.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.