Popularne posty

sobota, 29 lipca 2017

1944 Powstanie

Warszawa,
4 sierpnia 1944,
okolice gmachu Teatru Wielkiego
Odprawa strzelców wyborowych przydzielonych do osłony natarcia niemieckiej kompanii piechoty.

- Witam Panowie ! Powiem krótko, mamy kłopoty z tym Pałacem Blanka. Polacy zrobili tam dobrze umocniony  punkt oporu, a ich zamaskowany karabin maszynowy nie pozwala nam, na przedarcie się. Pionierzy mieli wczoraj spore straty. Po zapoznaniu się z meldunkami z rejonu, zapotrzebowaliśmy was. Żeby zrobić z tym porządek.
Obsługi karabinu maszynowego nie jesteśmy w stanie zlokalizować i skutecznie zneutralizować. Mają za dobry wgląd w teren, zmieniają stanowisko, mają dobrą taktykę walki. No i celnie strzelają.
Zrobimy więc to inaczej niż by tego oczekiwał przeciwnik.
Pierwszy pluton będzie starał się, pozorowanym natarciem, zmusić karabin do zużycia amunicji, a to z kolei spowoduje ruch amunicyjnych bez których nic nie zrobią na dłuższą metę.
Broń bez amunicji jest niczym.
A nie chce mi się wierzyć że mają tam pełne skrzynki pod nosem.
Polujemy dziś na nich, resztę zostawić.
Nawet tych z kablami nie ruszać.
Jak się zorientują że jesteście to coś wykombinują i leżymy z niczym.
Macie zamrozić ich naczynia krwionośne żebyśmy mogli posunąć się naprzód.
- Pytania? No,widzę że brak.
- Więc do roboty.
- Czołem.

Strzelcy-snajperzy, wiedzą co mają robić.
Powoli wychodzą z mroku piwnicznej odprawy i zlewają się z popołudniem w budynkach które za dywan mają centymetry szkła.
Za miejsce dogodne do ostrzału wybrali sobie gmach Teatru Wielkiego.
Mają jeszcze trochę czasu na zajęcie pozycji, zanim rozpocznie się zaaranżowana walka która wygeneruje ruch.

  Ciszę popołudnia przerywają pojedyńcze wybuchy granatów ręcznych, a za moment regularne wystrzały które przechodzą za kilka minut, w płynną wymianę ognia.
Tak jak mówione było na odprawie, za chwilę do wojennej pracy dołącza karabin Powstańców, który stara się omieść podrywające się sylwetki agresora.
Sztuczka wywołania walki udaje się perfekcyjnie i za kilkanaście minut serie karabinu maszynowego są coraz rzadsze.
Już słychać po ich coraz krótszym trwaniu że kończą im się naboje.
Celowniczy widzi kątem oka że zapas topnieje i pewnie krzyczy do druhów żeby migiem dosłali świeży zapas.
Zaraz Powstańcze szeregi wyrzucą z labiryntów pokoi ich szańca zbawienny zastrzyk świeżej amunicji, który już ktoś w pocie czoła przytargał z drugiego końca odcinka gdzie nacisk wroga jest symboliczny.
Strzelcy wyborowi tylko na to czekają, żeby wyłuskać ten jeden cenny cel.
Powoli i cierpliwie, patrzą w swoje sektory, będące strefą śmierci dla każdego kto tylko mignie w ich świetle.
To tylko kwestia czasu, minut i chwil.
Karabin maszynowy strzela coraz rzadziej, a coraz częstsze wybuchy granatów ręcznych świadczą o tym że pozorowane natarcie za chwilę może przerodzić się w decydujący szturm.
Oczy snajperów  jak sępy krążą nad oknami i rozbitymi ścianami.
Już tylko chwile.
Sekundy.
Zaraz któryś mignie.
No i jest.
Hełm z opaską pojawia się w jednym z prześwitów żeby zniknąć za moment.
Jest czujny. Dobrze wyszkolony. Wie że może być obserwowany.
Raz przeszedł błyskawicą i strzelec wyborowy nawet nie zdążył wychwycić jego skoku.
Ale spokojnie.
Oni patrzą i widzą jeszcze kilka wyrw które nie dadzą mu szans.
Karabin maszynowy zamilkł.
Granaty rozrywają się stadami, na przemian z seriami lekkich maszynowych zraszaczy krwi.
Pluton rozpoczyna prawdziwe natarcie.
Teraz już jest ich.
Kolejny skok i będzie leżał tam gdzie się pojawi.
Ale amunicyjny, chyba też o tym wie.
Cisza karabinu już jest zauważalna w sposób klarowny dla obu stron.
Wyrwa zieje pustką.
Jeszcze sekundy.
Jest !
Zrywa się do biegu, ale jednocześnie ciska zasobnik amunicyjny płynnym ruchem, w miejsce gdzie miał dobiec.
Strzał jest głośny i celny.
Ciało zastyga w powietrzu, po czym znika w cieniu reduty, uderzając w podłogę - skałą*
Celne trafienie profesjonalisty nie musi być potwierdzone niczym, poza łuską która spada pod nogi strzelca.
Ktoś klepie w ramię snajpera.
- Dobra robota.
Ale co to?
Karabin maszynowy Powstańców ożywa ogniem i ze zdwojoną zaciekłością dławi pluton wroga całymi rojami świerszczy wylatujących bez imienia* z jego lufy.
- Cholera jasna. - mruczy dowódca strzelców.
- Dorzucił tę amunicję. - kończy rozmowę snajper
..................
..................
..................

W tym samym czasie.
Pałacyk Blanka, który był celem obserwacji i strzału snajpera.


- Krzysiek, Krzysiekkkkk, Krzyś !!!!





* "Bez imienia"  K.K. Baczyński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.