Popularne posty

niedziela, 18 czerwca 2017

Zwiadowca /1939/

Lot z widokiem na ziemię przesłoniętym przez formujący się wał niepogody nie jest miły dla zmysłu orientacji.
Gapisz się w przyrządy bez punktu odniesienia dla zmysłów i zerkasz do przodu czy przypadkiem nie mignie tam jakieś skrzydło.
Niebo jest ogromne, a cuda się zdarzają.
Nawigator jest nudny w obyciu, lecz to jak on postrzega świat pozwala dotrzeć do celu przeznaczenia.
Jego słowo jest prawem na pokładzie, a jeden szept ożywia najnudniejszy przelot w chmurach.
Czasem robi to dla żartu, mówiąc że sprawdza łączność.

Kiedy zarywasz każdą następną noc dla widoku świtu odbijanego na brzegach skrzydeł, w połączeniu z zapachem benzyny lotniczej, to wiesz że żyjesz.

Nie wiesz co zrobisz na ziemi, ale wiesz co przeżyjesz w niebiosach.

Zawsze na czas, i zawsze w progu okna czasowego. Tak wykuwa się latami płyn doświadczenia w mózgu, a to procentuje wynikami w...pracy. Tak. Wojna to nasza praca.

Silniki mruczą drganiami po brzegach kadłuba, a sen odchodzi wraz z ustępującymi chmurami, by pozwolić płynnie ześlizgnąć się w kaniony bitwy lądowej.

 Schodzisz na magiczny pułap, który pozwala dostrzec dynamikę walki i za moment widzisz jak bardzo jest dobrze, lub jak mocno źle. Czasem jest najgorzej. Szczególnie wtedy gdy błyskają niecierpliwie rakiety świetlne z wołaniem o pomoc.
Ich krzyku nie usłyszysz jeśli radiotelegrafista ma dziurę w głowie, a kwas z ogniw wypłynął przez otwory po kulach.
Ale to są najgorsze scenariusze...
Dziś po prostu szukamy. Szukamy ich cienia lub oddechu na połaciu leśnych gąszczy oplecionych drogami.
Każdy nasz krąg na niebie ma znaczenie, a każde mrugnięcie okiem może pozwolić przemknąć niepostrzeżenie ziemskim istotom które chcemy złowić w sieć.

Każdy szczegół ma znaczenie kiedy gra idzie o wagę naszego słowa puszczonego w eter.
Zaprzęgnięty do walki zmysł obserwacji wciąż węszy po leśnych duktach i ścieżkach, porównując jedną z drugą i starając się czasem samemu sprowokować ruch zwierzyny.
Jeśli ta jest niedoświadczona, to sama się zdradzi, skokami na tle brzozy lub rozchodzącymi się kręgami po leśnym jeziorku.
Dyscyplina maskowania dnia nie zawsze jest przestrzegana, a my szukamy tego niskim lotem, omijając sosny i dęby na polanach.
I zaraz to wychwycimy, by przywołać wilki w odcieniu zieleni całej eskadry bombowców.
Lot, jego płynna forma, powaga i gracja.
Gra pozorów niewinnego przelotu.
Kuszenie saren wiązką pachnącego sianka.
Jeszcze troszkę.
Momencik...

Jest, jest. Mamy go.

Jasna twarz z otwartymi ustami oderwana od świerku.

To muszą być oni.
W tej profesji każdy detal się liczy.
Szybko. Krótki ołówek na sznurku i rzędy cyfr spisane z mapy.
 
Tak, jest tak pięknie, co za zwycięstwo. Pora zagrać melodię wojny. Liczby na falach eteru, które zaraz przechwycą czułki szerszeni, z setkami kilogramów dynamitu pod kadłubem.

Pora wracać do domu.
Drążek w dłoniach pilota zmienia pozycję.

.............
kilkaset metrów niżej i dalej
..............

- Walczak, cholera jasna. Co wy tam robicie. Aeroplan lata bez przerwy. Niech was jasny......Zaraz wam się dobiorę do skóry...

- A nic. Panie rotmistrzu,  ja tylko siku....



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.