Popularne posty

niedziela, 18 czerwca 2017

Taktyczne zwycięstwo. /1939/

 Artyleria zamilkła by nie razić bratobójczo własnych okopów, i samemu przygotować do walki twarzą w twarz.

  Konie po pierwszym skoku intuicyjnie zwolniły, umożliwiając  swobodnie władać bronią i siec bezlitośnie tych którzy rzucili się w panice tam gdzie nogi poniosą.
A te poniosły ich dziesięć metrów dalej by paść martwymi zanim ich ciała zastygnął w letargu.
Cwał wzmocnił ducha chmury, lecz w spotkaniu z pierwszymi przeszkodami osłabł i rozproszył rwącą rzekę pomiędzy kamieniami walczących do ostatniej kropli strzały.
  Lanca gasi rozmowę dwóch podoficerów, a szable otwierają przestrzeń na karku, tuż pod hełmami uciekających z okopu....tak, z okopu wyjdzie i może wydawać się że ucieka lecz jeśli będzie nietknięty to za moment złoży się do strzału i z precyzją ogarnie nas jednym a dobrym strzałem w plecy czy też zad.
 Jedni sieką na odlew, a inni z precyzją nabijają piórem to wszystko co stanie im na drodze.
Liczy się efekt.
Zmusić do zejścia w parter, i najlepiej tak, by usnął.
Właściciele pistoletów grzeją z nich dopóki starczy w nich pestek, a potem pozwalają zawisnąć spokojnie na rzemieniu i kontynuują walkę ostrzem lub mknął za stadem.
Ten kto ma na tyle sprytu i opanowania używa długiej broni zamieniającej głowy w rozpryśnięte na trawie melony.
 Jedyny krzyk jaki słychać to zawodzenia i prośby o litość, ale trudno ją mieć kiedy widziało się dzień wcześniej efekty nalotu wezwanego lotnictwa.
Tętent zagłusza bitwę której cały charakter to dynamika na przestrzeni kilkuset metrów.
Apokalipsa oddala się, mknąc ku zbawiennej plamie lasu na horyzoncie.
Formacja zaczyna miękko falować by zmienić taktycznie kształt i dostosować prędkość do zagrożenia które wkrótce spadnie z nieba.
No i najważniejsze: nie zatrzeć silników gorących maszyn.

Spóźnieni jeźdźcy doskakują to rozbitego pogorzeliska którego obsada rozprysła wraz z ciśnieniem walca pędzących ciał.

Karabiny maszynowe zrobiły swoją pracę i przetrzebiły ułanów na tyle ile pozwoliła długość taśmy amunicyjnej w skrzynce oraz nerwy celowniczego.
Większość nie wytrzymała presji prawdy celownika pokazującego co ich za moment zaleje i rzuciła się w tył lub schowała w kąt ziemianki czekając aż burza minie.
  Na to tylko czekali  fałszywi maruderzy by spokojnie odstrzelić zajmującą się obracaniem swoich maszynek obsługę, spojrzeć z perspektywy jeźdźca w przepaść okopu i rzucić tam granat czy po prostu rozgonić szablą resztki świadomości wroga próbującego uruchomić sponiewierany sprzęt i działa.

Co prawda nie jednego z jeźdźców oplotło winogrono wroga które po zrzuceniu go z konia dało poczuć smak porażki, lecz to tylko epizody w tym pogromie złych krasnoludów przez elfią konną elitę.

Ogon zrobił swoje i zamiótł ślad za pędzącą nadzieją, tak by w kilwaterze nie pozostał żaden świadomy statysta z wolą walki.

Wicher wieje. Na jeden "gwizd Kmicica" dzika ariergarda zaczyna mknąć, rozpływając się w opadającym pyle wznieconym kopytami...

Fala płynnie dalej...

.................
Tysiąc metrów wyżej, piloci eskadry szturmowej rozpoczynają pracę sterami.
Suchym trzaskiem radiostacji usłyszeli tylko jedną komendę..

- Schodzimy. Pojedyńczo.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.