Popularne posty

wtorek, 13 czerwca 2017

Przełamanie /1939/

Oni są przed nami.
Drogi okalające las zablokowano  ostrzałem lekkiej artylerii, a nad nami mały samolocik zataczający kręgi, ułatwiające obserwatorowi wewnątrz kokpitu spokojne nanoszenie naszej spodziewanej pozycji. Przekaże je za jakiś czas lotnictwu bombowemu które już ustawia przepustnice mocy na maksimum.
Ich ludzie opletli nasze schronienie pętlą żelastwa, opon i skrzydeł.
Nie wymknie się ani grzywa, ani rzemyk sakwy na siodle konia.
Czekaliśmy przy radiostacji na głos z oddali i nic. Tylko jęki szumów, zawodzenia o podobnej sytuacji i steki bzdur o tym że idzie, że przeszła, że będzie, i zaraz i już.
Całe szczęście że akumulatory padły i można było spokojnie zakopać ten przekaźnik złudzeń co przypominało bardziej pogrzeb kiedy podpisywano protokół zniszczenia i miarowo rzucano piasek na podłużną obudowę. Słuchawki na trumnę i kilka gałęzi na grób żeby nikt nie znalazł.
Tylko kto tego będzie szukać kiedy to my jesteśmy na celowniku a nie nasz sprzęt którego całe połacie wala się po zwarciu tytanów na polach chwały.
My uszliśmy z fantazją i szczęściem, ale tylko po to żeby zostać punktem na mapie w ich pokoju sztabowym. Punkt trzeba sprawdzić dokładnie izolując i obserwując, bo każdy z analityków uznał iż tylko tam można było uciec pod osłoną nocy, dzięki ofierze setek hełmów walających się po szutrówkach i polnych drogach.
Idzie na deszcz, z nieba schodzi noc i kolory wyostrzają się niezauważalnie, dzieląc zieleń na wszelkie jej odcienie.
  Niemożliwie zielone połacia mchu między sosnami, rozjaśniane wstającym dniem do granicy paradoksu piękna, odciągają uwagę od sytuacji która balansuje na granicy tragedii i patosu.
 Wszystko oplatane parą z końskiego pyska i dymem skręcanych na własnym kolanie papierosów. Taki obraz jest wkoło gdzie okiem nie rzucisz nawet od niechcenia.
Ewentualnie jakieś trójki na zmianę trzymają hełm wypełniony wodą, brzytwę i lusterko żeby wygładzić lico które za chwil kilkanaście wysmagane deszczem, pomnoży rozkosz pędu na twarzy smaganej wiatrem.
Całość zrosi kapuśniaczek zmieszany z potem żebyś czuł że walczysz życiem.

Nikt nie je bo to nie czas ani pora na poranne rytuały.
Zresztą kuchni nie ma i nie będzie. Bo nic już nie będzie. Biała flaga albo przełamanie. Oni czekają na flagi a my rozważamy gdzie im te flagi wsadzimy złożywszy wcześniej w kostkę.
Nikt nie ma ochoty jechać za koło podbiegunowe by grać w niedźwiedziem w kręgle własnym ciałem w charakterze kuli śnieżnej lub gnieść prycze w obozowych kazamatach baraków.
Do wyboru do koloru. Okrążenie przez czarne i czerwone, a wszystko w zasięgu salwy baterii armat z drewnianymi drzewcami kół.
Wspomniane drzewce znaczą drogę naszej klęski, powbijane często i gęsto w końskie truchła gdy dzienny marsz splótł się z wieczornym pogromem z niebios, mieszając byt istot wszelakich naszej armii w pobojowisko usłane ciszą.

Wymiana pergaminami testamentów lub ostatnie szlify szabel żeby cięcie poszło gładko.
Jeden klęczy po cichutku a inny dmucha w łódki z amunicją.
Ktoś przeładowuje VIS-a a kolejni już wsiadają na nie mechaniczne konie.

Atmosfera gęstnieje wraz z zapełniającymi się potokami ludzi na koniach zmierzającymi ku widniejącemu w oddali skrajowi lasu za którym jest tylko droga w jedną stronę.

Doraźne obozowisko opustoszało świecąc pustymi skrzynkami i zapasowymi siodłami które nie są teraz nikomu potrzebne. Żegnają je tylko końskie zady wszelakiej maści, które omiatane włosiem ogonów nikną w labiryncie sosen.

Pożegnanie lata. Kossak by się nie powstydził takiego pleneru, ale dla części jest to ostatni plener wojennej służby. Ani ciężkiej, ani lekkiej - po prostu innej. Wojennej.

Prychanie i sapanie, jakieś pojedyńcze okrzyki zniecierpliwionych ułanów, a na dokładkę kompletnie idealna formacja na której może wzorować się nie jeden regulamin działań bojowych.

Komendy nie są potrzebne. Instynkt stada wilków w potrzasku sam nas ustawia w misterne linie i zawijasy taktycznych rozłożeń szwadronów.

Druga strona wie doskonale że nadejdziemy i już pruje pojedyńczymi seriami smugaczy żeby sprawdzić broń która za chwilę ma zatrzymać walec koni i ludzi z połacia lasu który styka się tu z łąkami, ścierniskami i świeżo zaoraną ziemią.
Teren jest rozległy a nasze mrowie zapełni ten stadion już za moment.

Fala tsunami rusza bez szmeru nabierając tępa na pierwszych dziesiątkach metrów przyszłego pobojowiska.
Brzegi zrównują się i układają w równą linię, z której po pierwszej setce i minięciu ostatnich zakrzaczeń wybucha jeż szabli uniesionych w pozycji która zapewni celne cięcie po którym nie trzeba będzie poprawiać.
W środku pędzącej armady ktoś dzierży lancę którą miał od tygodni w swoim arsenale.
Tętent wzmaga się do nieznośnej kakofonii potęgowanej echem roznoszącym je po okolicy.
Galop zamienił się w cwał i zmierza już tylko ku szaleństwu by skrócić dystans tak szybko jak to tylko możliwe.
Zdawało się że ten stan upojenia walką osiągnął już apogeum, ale właśnie wtedy z setek ust wyrywa się gardłowy okrzyk który w tej jednej chwili zamienia wojownicze mrówki w jeden pędzący byt.
Każdy to czuje. I zwierzę i człowiek. Oni są jednością.
Chmura pęcznieje by dać sobie możliwość manewru i swobodę cięcia a hałas zamiast słabnąć tylko potężnieje wraz z każdym nowym tchnieniem i  powracającym echem.

Nikt nie zwraca uwagi na fontanny wybuchające co raz na drodze szarży i w jej szeregach.
Serie smugaczy omiatają ugrupowanie ale zdenerwowany celowniczy jakoś nie może zebrać myśli.

Wrogie pozycje rosną w oczach a czyjeś otwarte usta schowane za workami wypuszczają karabin z wrażenia.

Hałas, skracający się dystans i błyszcząca stal uniesiona w górę to obraz tego tornada woli przebicia się przez okopane pozycje nieprzyjaciela.

Emocje w siodłach nie istnieją, tam jest tylko instynkt żołnierza i uczucie wiatru pod hełmem.
Nawet nikt nie czuje łez które wiatr wyciska z oczu.

 Widzisz go....stoi bez hełmu i krzyczy komendy swoim kompanom...
 Mocno gestykuluje żeby podkreślić wagę swoich słów...

Jest twój. Zaraz machniesz. Raz a dobrze, ścinając kark. Trzcinę jego życia.

Przelejemy się, to tylko kwestia sekund...




inspiracja:https://pl.wikipedia.org/wiki/Szar%C5%BCa_pod_W%C3%B3lk%C4%85_W%C4%99glow%C4%85


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.