Popularne posty

wtorek, 21 lutego 2017

Walentynki w maskowaniu NAVY BLUE

 Zdejmujesz wypłowiały od wspomnień pór roku mundur i postanawiasz że to jest dobry czas na Walentynki z odpowiednią osobą która na całe szczęście również jest tego samego zdania i nie odrzuca rękawicy a z przyjemnością przyjmie też kompletnie niespodziewany i spontaniczny prezent w każdej postaci a zwłaszcza zwykłej kolacji w niekrępującej atmosferze. Taką miała być. Pół żartem lecz mocno serio.  Ale oboje pod skórą wiedzą dokładnie że ich niespodziewane spotkanie na morzu to nie był zwykły przypadek .
 Więc by zrozumieć sytuację wymyślmy poznanie się na całkowicie neutralnym gruncie. Oczywiście neutralnym dla spadochroniarza który się desantuje z sercem w plecaku, duszą pod czaszą i pewnością kocich ruchów.  Osoba obdarowywana jest całkowicie przygotowana na lądowanie w terenie przygodnym - trzyma rozanielona stroboskop uśmiechu który rozświetla pulsują jarzeniówką cały dworzec kolejowy  na którym każdy z pociągów jest zwyczajowo i od lat spóźnionym co zawsze wiemy wcześniej. Wykluwa się tu nowa definicja "za wcześnie spóźniony". Zresztą - jakże by mogło być inaczej.
 A Ty już widzisz swoją wojowniczkę na wieżycy poczekalni a jej cały blask mówi "no choć tu Bratku", rety, gdzie jest mój rumak a chociaż motocykl. Bo miecz albo nóż na pewno się znajdzie jeśli nie za paskiem od spodni to w kieszeni kurtki zimowej okraszonej ogonem futerka.
 Emocje pojawiają na początku kiedy chcę ją od razu wziąść za rękę. Żeby tylko za rękę. Ja już chcę zapleść palce co zresztą wie już druga strona i pierwsze co wybrzmiewa to szczere uśmiechy i rozmowa tak naturalna jakby była prowadzona od lat w zaciszu własnego gniazda.
 Razem wsiadamy na drakkar błogiej przyjemności i płyniemy dalej w ustronne miejsce żeby wreszcie wystrzelił promień rytuału obdarowywania który trafia jak ulał w potrzeby, oczekiwania i marzenia o których jeszcze tydzień temu nie miała różowo - bladego pojęcia w swojej mądrej głowie która już przestaje rejestrować otaczający ich świat.
Sprzężenie zwrotne. Druga strona już została zahipnotyzowana uśmiechem oczu, blaskiem słów, gestów i kobiecych zaklęć które wypływają spontanicznym gejzerem seksownego mózgu.
 Sygnały latają tam i z powrotem nakręcając atmosferę w przeciągu kwadransa do poziomu finału romantycznego filmu ze szczęśliwym zakończeniem a śnieg już zamienia się w płatki róż z których każdy ma wycięte serce na swojej powierzchni.
 Patrol bojowy na morzu trwa dalej. Burta w burtę. A co najdziwniejsze nikt nie czuje potrzeby dokonania gwałtownego abordażu fruwających spodni, zmiętych sukienek i tarzających się ciał po pomostach namiętności. Chwilo trwaj. Tu hartuje się stal damasceńska na dwie szable husarskie które rozbiją w puch każdą powierzchnię a uczestników tej walki uniosą pod sufit sypialni zespalając piątek z poniedziałkiem w jedno.
 Rytualny posiłek wojowników to prawdziwa uczta spojrzeń, ukradkowych muśnięć i nie wymuszonych zaproszeń podświadomie pokazywanych przez oba ciała uczestników tej egzekucji przeszłości która w ten wieczór zostanie starta z ich twardych dysków zroszonych kwasem życia.
 Wszystko jest tak naturalne i z zachowaniem odpowiedniej kolejności która jest utartym schematem w naszej kulturze lecz sami wyłamujemy ten klucz zamykający nam drzwi do szczęścia skradając co i raz sobie na wzajem pocałunki w policzki lub dotykając się ukratkiem  bo  nasze usta już pocałowały  się spontanicznie na pierwszych dwustu metrach drogi.
 Drogi którą ja widziałem rozświetloną blaskiem jej oczu odbijających  tylko moje spojrzenia a na całe miasto tylko spadały niebiańskie refleksy emocji.
 Posiłek był pyszny ale nie dane nam było zapamiętać smaku. Nasz żar przyćmił wszystko a spacer dał wytchnienie ciałom nasączonych witaminami jej ulubionej restauracji gdzie na pełnej od gości sali sam zwolnił się stolik bo które z nas by myślało o rezerwacji kiedy ledwie starczyło czasu na ubranie się i prysznic. Pełna profesjonalna amatorszczyzna planowania spontanicznej kolacji. Tak. To musiało się udać.
 Dalej jest już tylko gorzej.
 Wpadamy w bramę i szepczemy zaklęcia i ziszczone marzenia jak pijani, patrząc sobie w oczy i licząc kroki bo każde z nas ma to za sen.
 Tylko że my jesteśmy pijani. Pijani sobą i pijani chwilą która nam spowalnia czas do tępa żółwia a całemu światu niestety jest to za nic. Zegar tyka, a czas ucieka. Dobrze że przestrzeń nie została zakrzywiona.
 Kto był w takim stanie choć raz w życiu temu już nigdy alkohol nie będzie smakować tak samo.
Może nawet przestać smakować na zawsze.
 Czytelniku, zgadnij więc komu na świecie może zależeć na braku szczęścia. Wnioski mogą być dalekie od oczekiwanej odpowiedzi.
  Ostatnim szlifem ostrza jest jej azyl. I nie jest to sypialnia damy. Tu gra nie idzie o prosty schemat bo nikt nawet o tym nie myśli. Tu emocje wysypują się uszami i płyną wzrokiem.
To gra o wygranie życia. Może nawet uratowania duszy ?
 Jej azyl, Jej miejsce. Jej samotnia i wieża wytchnienia.
To że mogę tu być to jak dopust Boży.
 Ona tu rozkwita i błyszczy jak brylant omieciony laserem. Oboje jesteśmy oniemiali i tak zapatrzeni w siebie że same zwalniają się zajęte miejsca przez ludzi którzy wolą nie patrzeć na szczęście i idą dalej w swoje rewiry pływać w muzyce codziennego życia. A my nikogo nie wyganiamy.
Siadamy tam gdzie jest wolne.
 No i tak tańczymy słowem, całujemy wyznaniami i spotykamy myślami w pół drogi . A wszystko malujemy salwami śmiechu który ciekawi ludzkie spojrzenia pełne zdziwienia i pytań.
Do tego  działamy też jak magnes i cała sala pulsuje ale dla nas świat przestał istnieć. Nikt nawet nie myśli o jutrze. My już wiemy że może być tylko lepiej.
 Intymność nie przekracza cienkiej czerwonej linii i tak spływamy z prądem naszego czasu który spadł nam tego wieczoru na los życiowej drogi...
............cóż więcej. Pora iść. 
 Droga którą wybieramy pomimo tego że jest dłuższa, i sami sztucznie kluczymy do punktu rozejścia myśliwców do swoich wysuniętych baz operacyjnych, dobiega końca.
 Nie ma płaczu, brak wycia syren rozstania, wracamy na ziemię bez szumu spadających bomb głębinowych.
 Oboje wiemy że ten wieczór stworzył palcem nocy nową jakość życia dla obojga, która nie da już spokojnie pływać w akwarium dawnego  jeśli dziś poznaliśmy smak oceanu.

 Nie martwimy się. A jeden jej gest potwierdza przytoczoną regułę że "może być tylko lepiej"

No i w sumie dobrze że połowie z nas padła bateria w komórce:) gadalibyśmy do rana ;)

Tak.

Potwierdzam.

To były udane Walentynki. Pomimo tego że nie odbyły się 14 lutego.
A Wy jak je spędziliście ? Ufam że podobnie wyjątkowo.

Każdy powinien mieć takie co roku. To by zmieniło nas wszystkich.
" For ever na zawsze"



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę bez agresji.